Różyczko, na pożegnanie
26.10.2016

Różyczko, na pożegnanie
26.10.2016

Kochana Różyczko,

kiedy przed dwudziestoma dniami spotkaliśmy się w Twoim domu, zobaczyłem w Twoich oczach pożegnanie. Nie było jednak w Twoich oczach smutku. Nie było też cierpienia. Na temat pożegnania porozumiewaliśmy się tak jak zawsze dotychczas, kiedy trzeba było coś ważnego załatwić, często bez słów, lub tylko słów urywkami. W ciągu kilku sekund rozmowy lub milczenia byłaś zawsze w stanie przekazać to co na prawdę istotne, na co inni potrzebują wiele czasu. „Nie sol” albo „nie pieprz” mówiłaś krótko jeśli ktoś z nas rozmowie z Tobą przyprawiał ponad miarę. Gotować potrafiłaś wspaniale. Z Twego talentu powstała idea Stodoły na Gadziokach, którą oddawałaś nam i innym od czasu do czasu w ręce na spotkania jako miejsce kultu dla pięknej historii Śląska. Zadbałaś też o to by miejsce to służyło wielu ludziom praktycznie i dało im zarobki. Przy tym wykonywałaś swój zawód jako lekarz medycyny sądowej. Niewyobrażalne psychiczne obciążenie dla wielu przedstawicieli męskiego gatunku. Ty dałaś jednak w przeciwieństwie do nich temu radę. Dałaś też radę obowiązkom jako lekarz rodzinny, manager jednej z pierwszych prywatnych przychodni lekarskich na Śląsku, członek powstających po Stanie Wojennym w Polsce ponadregionalnych organizacji medycznych oraz jako radna w środowisku w którym żyłaś. Byłaś też organizatorem swego prywatnego życia, Matką Dawida, później teściową i babcią wnuków, jego i Agnieszki dzieci. Oprócz Stodoły na Gadziokach remontowałaś dom swojej Matki, którą przez lata się troskliwie opiekowałaś. Byłaś gospodarzem domu i obejścia. „Nie sol” albo też„nie pieprz, powtarzam”, mówiłaś krótko jeśli ktoś w rozmowie z Tobą przyprawiał ponad miarę. „Masz zrobić tak jak mówię”. To był Twój charakter. Twoja obezwładniająca przeciwnika siła. Do tego konsekwencja. Umiejętność rozróżniania kolorów. To co było czarne pozostawało nie do przekroczenia czarne, jak bariera. Do pozostałych kolorów w zależności od dobra, które mogło ono nieść za sobą innym ludziom okazywałaś umiarkowaną lub dużą sympatię nawet jeśli nie leżało to w Twoim osobistym interesie. To następna cecha Twego charakteru. Mądrość i tolerancja. Umiejętność oceny sytuacji z dystansu, z możliwością natychmiastowej celnej interwencji w sytuacji w której cenne ludzkie wartości zostają zagrożone. Taką metodę prowadzenia dialogu pomiędzy dobrem i złem zna jak się okazuje nie tylko wschodnia technika Kung fu. Ty stosowałaś ją na co dzień, …przez całe swoje życie.
Jeśli zaufać Wikipedii to „Kung fu” w języku chińskim oznacza „osiągnięcie wysokiego poziomu umiejętności w jakiejś dziedzinie“. Tłumacząc jednak słowo „Kung fu“ dosłownie z języka chińskiego na język polski znaczy ono: „ciężka praca“.

Kiedy przed dwudziestoma dniami odwiedzilem Ciebie w Twoim domu siedziałaś w fotelu trzymając obrzęknięte nogi wysoko na krześle. Uśmiechałaś się do mnie. Mówiłaś, że nic Ci nie dolega. Nic Ciebie nie boli, … mówiłaś że kaszel ustąpił. Faktycznie nie kaszlałaś już tak jak wcześniej, ale Twój organizm był wyczerpany. Twój oddech był ograniczony, ale Twój duch absolutnie.
Ktoś zadzwonił do drzwi.
– Pójdę i powiem, że śpisz – zaproponowała Twoja bezgranicznie się o Ciebie troszcząca siostra. W drzwiach stała kobieta z synem, Twoi pacjenci, z prośbą o załatwienie pewnych medycznych formalności.
– To muszę załatwić sama – powiedziałaś wstając ciężko z fotela, wolno podchodząc do drzwi.
Nie pytałem nigdy z iloma takimi nieoczekiwanymi odwiedzinami w swoim domu byłaś konfrontowana w przeszłości. Ta scena, której teraz byłem świadkiem uświadomiła mi, że w ciągu lat Twojej pracy musiało ich być bardzo dużo. Ty byłaś lekarzem z powołania, nigdy z przydziału i nigdy z chęci zarobku na ludzkim nieszczęściu. Byłaś zawsze przykładem dla wielu koleżanek i kolegów z naszej branży, którzy posługę medyczną interpretują czasami inaczej.

Jak to jest możliwe, że miałaś w tym napiętym zawodowo życiu jeszcze czas na „życie“? – pytałem często. Czas na wypady do Czech, do Słowacji, do Macedonii, do Hischpanii, na Syberię , w góry, na krótkie urlopy oraz na spotkania z nami KAJMANami, których to okazji byłaś najczęstszym pomysłodawcą i organizatorem.
W latach Stanu Wojennego dbałaś o to byśmy nie zatracili się w tej gmatwaninie strachu i beznadziei. Po tym ciemnym okresie historii naszego kraju i naszego klubu doprowadziłaś do tego ze staliśmy się znowu rodziną. Rodziną, ktora z roku na rok się powiększa. Czy można sobie wyobrazić lepszą MATKĘ ?

„Plazmonia“ powiedziała mi przed kilkoma dniami nerwowo chodząc pomiędzy ścianami naszej małej kuchni w Saarbruecken, …“wiesz, zdaję sobie sprawę, że Róża umiera. Nie mogę się z tym pogodzić“. Po chwili namysłu dodała, …“ muszę się jednak chyba z tym pogodzić. Muszę. Muszę się z tym pogodzić i zmienić sposób mojego myślenia. Muszę siebie przekonać do tego że każdy z nas przecież umiera, …że nasze życie i jego początek zawsze jest z jego końcem nieodwołalnie powiązane“.

Twoja wspaniała najbliższa rodzina Różyczko, Twój wspaniały syn Dawid, jego wspaniała żona Agnieszka, Twoja siostra i Twoja ukochana najbliższa przyjaciółka Alina pomogły Tobie przekroczyć Rubicon z uśmiechem na twarzy. Dziękuję w Twoim imieniu im wszystkim za cierpliwość w tych trudnych chwilach i za ich dla Ciebie pomoc. Twoja druga rodzina KAJMAN była myślami i gorącą modlitwą przy Tobie. Dziękujemy Ci za lata Twojej energii dla nas i za Twoje inicjatywy wzbogacające wspaniale wszystkie nasze spotkania. Dziękujemy Ci też za Twoje zawsze ciepłem bijące dla nas serce i za przykład Twojego pracowitego i szlachetnego życia.

Dla nikogo z nas nie odchodzisz na zawsze. Odchodzisz na jakiś czas tak jak wszyscy ci nasi bliscy, którzy od nas „na zawsze“ odchodzą w nie porę. Odchodzisz cicho i bez pretensji do ludzi i do Pana Boga, oraz z uśmiechem dla nas na naszą przyszłość, pozostawiając wspomnienia, w których Twoja obecność wśród nas nigdy się nie skończy oraz z nadzieją na nasze kolejne spotkanie w przyszłości.

Wybrałaś się teraz na najdłuższą swoją włóczęgę. Pozwól, że zaśpiewam Ci na tę drogę zwrotkę naszej klubowej piosenki, …piosenki rozpoczynającej zawsze nasze wspólne klubowe spotkania, ..zwrotki dedykowaniej teraz tylko Tobie od nas wszystkich Włóczęgów – Kajmanów, od Włóczęgów na Litwie i tych z nas, co rozproszeni są po świecie:

…„Niech żyje nasza kochana MATKA
w naszej pamięci do dni ostatka
Niech ją niebiosa chronią na grani
Kurdesz Kurdesz nad Kurdeszami
Kurdesz Kurdesz nad Kurdeszami”

Odpoczywaj Różyczko-MATKO w spokoju.
Twój „METER”
i
Twój Akademicki Klub Włóczęgów KAJMAN

Żory-Rój 28.10.2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *