DWADZIEŚCIA LAT OD POWROTU
LAGI WŁÓCZĘGOWSKIEJ
DO WILNA

DWADZIEŚCIA LAT OD POWROTU
LAGI WŁÓCZĘGOWSKIEJ
DO WILNA

NOTATKI Z DWÓCH DNI PODRÓŻY

01.05.2010
Z Litwy przywożę do domu zawsze czarny chleb. Jest w nim coś takiego, czego nie znajduję w innym, …w innym chlebie poza granicami tego kraju. Posmarowany masłem nie potrzebuje być oblepiany serem, pomidorem czy szynką. Smakuje naturalnością natury.
Smakuje wspaniale, bukietem prawdziwego chleba. I ci ludzie, których na Litwie spotykam są też tacy, jak ten czarny chleb. Czuję, że przynależą do ziemi, na której chleb ten wyrasta i czuję, że mają w sobie też takiego „coś“, co odróżnia ich od innych, szczególnie od tych globalizująch zjadaczy, … zjadaczy takiego chleba, …chleba który na następny dzień na kość usycha. Inność tych ludzi odbieram m.in. przez szczerość gestu ich wyciągniętej ręki na powitanie. Ta szczerość konkuruje i wygrywa zawody nawet z wylewnością. Wygrywa z wylewnością poprzez kontakt z czystością. Czystością gestu.

***

Tym razem jadę na Litwę w bardzo konkretnym celu. Jadę na spotkanie z Klubem Włóczęgów Wileńskich. Nie jestem sam. Matka (Róża Cichy), Bożena Mirek, Beata Pisarek, Mirka Tomczak, Rysiek Jama (Sarmata), Andrzej Tomczak (KosaNostra), Jurek Boczoń, Roman Mirek (Ferdynand) i Aureliusz Pisarek tworzą zespół w zespół, delegację Akademickiego Klubu Włóczęgów KAJMAN.

 

***

Wilno wita deszczem. Na ulicach centrum miasta oprócz mokrego zimna zaskakuje jednak gorąca atmosfera święta, kiedyś pierwszego maja, …teraz zamienionego na uroczystość hołdującą muzę melodii i rytmu. Z placów i z placyków, z bram domów oraz spod pasaży docierają dźwięki, naturalne i elektroniczne, popowe, ludowe, jazzowe z trąb jazgoty i perkusyjne bęki. W kakofonii wolnego powietrza skrapianego obficie przez gęste chmury na niebie, płyną na ziemi tysiące młodych ludzi gotowych do uchwycenia w ręce i w nogi rytmy i melodie.

Ulica tańczy beztroską radością dwóch dziesięcioleci swobody, zrzucając z siebie ubrania, wykrzykując okrzyki w rytm rytmów i pieśni, podobnie jak podczas karnawału w Rio. Piękny, wzruszający i porywający widok. Poruszamy się w tej atmosferze wodnego tańca i dźwięku dłuższą chwilę popołudnia, do czasu gdy nie padają słowa …„nie ma co chodzić, trzeba gdzieś iść“. Wypowiedziano je cicho, niemal niesłyszalnym szeptem, ustami formulatora złotych, niekradzionych i głębokich myśli, szanowanego ojca wszechfilozofii i wszechreligii, DalejNalejJamy. Słowa „nie ma co chodzić, trzeba gdzieś iść“ nie noszą w sobie sprzeczności. Są one wyrazem dążenia do jasności celu. Słowa te przejdą dlatego zapewne też do historii. Przejdą do historii jako historii samej w sobie, do historii Klubu Włóczęgów, do historii literatury, …a…do poezji w szczególności. W Wilnie stają się one „słowem przewodnim“. Za nimi, za tymi słowami idziemy do siedziby wileńskiego Klubu.

***

Kiedyś w latach dwudziestych i trzydziestychostatniego stulecia, w latach założycieli Klubu: „Kilometra“ (Wacława Korabiewicza), Teodora Nagórskiego („Ostatniego“), Stefana Zagórskiego („Słonia“), Józefa Wierzbickiego („Kataryniarza“) oraz historycznych postaci takich jak Czesław Miłosz („Jajo“), czy Leszek Leon Beynar (czyli Paweł Jasienica „Bachus“), Stefana Jędrychowskiego („Robespierre“), Teodora Bujnickiego („Amorka“) i inn. oraz ostatnich Wygów Włóczęgów: Tadeusza Ginko („Wałkonia“) i Edwarda Langhammera („Smętka“), siedziba Klubu znajdowała się w samym centrum Wilna. Teraz przesunięto ją tylko o kilkaset metrów na ulicę Pylimo 45/2. Różnica niewielka. Ulica Pylimo 45/2 leży nadal w historycznym centrum stolicy Litwy.

Carl Peter Fabergé produkował w swojej manufakturze w Petersburgu w latach 1885 do 1917 na zamówienie rosyjskich Carów jaja wielkanocne. Przed oknami siedziby Klubu Włóczęgów Wileńskich, siedziby nazywanej prawie oddziewięćdziesięciu lat „Jaskinią Włóczęgów“, ustawiono na historycznym placyku pomnik tego jaja, … „jaja faberge“. Można byłoby zadumać się nad tym jajem, przed tym jajem na ulicy Pylimo 45/2 stojąc. Pomalowanoje kolorowymi kolorami, spłukiwanymi teraz deszczem, tak jak czas i życie wypłukuje wydarzenia i wspomnienia.Może to tylko zbieg okoliczności, że przed Klubem Włóczęgów Wileńskich, na małym placyku należącym do historii miasta Wilna stoi pomnik jaja na pamiątkę najsłynniejszego JAJA jaki Klub Włóczęgów na świat wydał, jaja nagrodzonego najwyższą nagrodą literacką, nagrodą Nobla, t.j. Czesława Miłosza.

Przypominam sobie scenę z naszego powitaniaMiłosza na lotnisku w Warszawie w czerwcu 1981 i słowa KURDESZA, śpiewanego mu na tą okazję:

Witaj nam w Polsce kochany JAJO!
Honoriskauza niechaj Ci dają
Zostań tu duchem, zostań wierszami!
KURDESZ, KURDESZ nad KURDESZAMI

Dzisiaj jesteśmy na Litwie. Wzruszające jest to nasze spotkanie w „Jaskini Włóczęgów“ z kontynuatorami tradycji klubu w Wilnie, …z następcami Melodysty, Kilometra, Jaja, Wałkonia, Bachusa, Robiespierra, Amorka i innych.

Witają nas Julia Vasilevska, Jola Wołodko i jej siostra Ewa, Krzyś Popławski, Paweł Stefanowicz, Waldemar Borejko, Kaśka Bitowt, Simona Liscyna, Edward GriszinDaniel Vasilevski. Nie ma wśród nich pierwszego Wygi Klubu, po przekazaniu Lagi Włóczęgów do Wilna przed prawie dwudziestoma laty, Michała Kleczkowskiego („Ćwieka“).

Do Wilna jechałem z radością nadziei, że Michała spotkam. W dniu dwudziestego października tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego pierwszego roku (20.10.1991), w mieszkaniu „Kilometra“, Wacława Korabiewicza w obecności brata założyciela Akademickiego Klubu Włóczęgów Wileńskich Teodora Nagórskiego ( „Ostatniego“),…t.j. brata Teodora, Bogdana, także Włóczęgi („Melodysty“), oddałem w ręce Michała symbol naszego przetrwania, LAGę, …symbol przetrwania wszystkich pokoleń włóczęgów dotkniętych raną łamanego krzyża i gwiazdy spod ciemnej gwiazdy. Laga była zawsze, …wówczas kiedyś dla nich, pierwotnych Włóczykijów, później dla nas, ich następców, ostoją, wiarą i nadzieją na czas normalności ludzkich uczuć i pragnień życia, pragnień do swobodnego dotyku do dobra i do zła. Michała Kleczkowskiego tym razem w Wilnie nie spokałem, ale stanąłem „twarzą w twarz“ przed jego następcami, ludźmi bardzo młodymi do których rąk trafił los historii Klubu Włóczęgów i historii LAGI w Wilnie. Wszyscy oni są wspaniali.

Jula Vasilewska jest na co dzień prawnikiem. To jej zawdzięczamy kontakt między nami. Nazywamy ją „Pani Minister Spraw Zagranicznych Klubu Włóczęgów i Litwy“. Przez lata naszych kontaktów okazała się wspaniałym organizatorem, „skrzynką kontaktową“, Jest atrakcyjną, młodą, mądrą kobietą, której urokom nawet bogobojny DalejNalejJama oprzeć się nie mógłby.

Jola Wołodko, przed dwoma laty jeszcze pełniącą funkcję Wygi klubu, pracuje w firmie logistycznej. Jola jest w stanie zabić każdego serią karabinu maszynowego swoich słów, wypowiadanych piękną polszczyzną, z temperamentem wulkanu i płentą skłaniającą do refleksji.

Krzyś Popławski to typ refleksyjny, pełen ciepła i zamiarów do spełnienia. Pracuje w firmie ojca jako dekarz i studiuje. Nie mówi długo nic, ale jak powie, to trafia w dziesiątkę, …trafia w serce, kulą wystrzeloną z serca.

Kaśka Bitowt to objawienie nie od dzisiaj. Kaśka bierze do rąk czarną gitarę. Gitara większa od Kaśki. Gitara wstaje z Kaśką z podłogi pomieszczenia Klubu Włóczęgów w Wilnie na ulicy Pylimo 45/2. Na podłodze rozłożono śpiwory z braku wygodnej, miekkiej kanapy, którą przeniesiono przed kilkoma dniami na wystawę Klubu Włóczęgów Wileńskich do Domu Polskiego na ulicę Naugarduko 7. Na ulicy Pylimo 45/2 pozostawiono jednak dwa fotele. Siedzi na nich diesięcioosobowa delegacja Akademickiego Klubu Włóczęgów KAJMAN wpatrując się w Kaśkę.

Na śpiworach rozłożonych na podłodze siedzą gospodarze. Kaśka uderza w struny. Simona Lisicyna trzyma w ręce małą, archaiczną książeczkę przed oczyma Kaśki. Kaśka uderza coraz mocniej w struny.

Kaśka śpiewa, śpiewa, śpiewa poezje Marii Konopnickej szukając bezbłędnie słów w małej, archaicznej ksiażeczce trzymanej przez Simonę. To słowa wierszy „Wy co zastygłą…“ i „Pójdę ja w lasy..“ Kaśka wśpiewuje do nich kompozycje własnych melodii i ożywia je własną doskonałą interpretacją. I wilgotnieją oczy po słowach:

Gdzie duch wasz? w jaką miłość, w jakie ideały
wcielił się ten najświętszy płomień życia biały?
Gdzie cel jasny, podniosły i wysiłków godny, 
dla jutra płodny? 

Gdzie ujście dla sił waszych? u jakiego zdroju
niezbite wasze czoła i usta wśród znoju?
Jakie hasło wam wrzawą powszednią przygłusza,
gdzie wasza dusza ?

Kaśka siada wśród hucznych braw na podłodze. gdzie wasza dusza ? Słowa wykrzyczane z niezwykłą ekspresją wirują w powietrzu. Brawa biją, brawa.. Brawa, dla Kaśki, dla skromnej właścicielki niepospolitego muzycznego talentu.

Dwa metry od dwóch foteli na których rozsiadła się diesięcioosobowa delegacja Akademickiego Klubu Włóczęgów KAJMAN wpatrując się w Kaśkę znajduje się ściana. Ściana „Jaskini Wlóczęgów“ w Wilnie. Ściana ta oddaje nastrój młodego pokolenia tego miasta.

Juliana Žamoit, przyjaciółka Juli, wykorzystała swoje umiejętności i ofiarowaną jej swobodę w wyborze tematu i zamalowała tę ścianę freskiem. Na próżno szukać na nim hufców zbrojnych i narodowego cierpienia. Ściana ta jak lustro odbija radość życia w nowym historycznym porządku. Chodzą po niej młode, atrakcyjne kobiety dwudziestego pierwszego wieku i szukający je wzrokiem przystojni mężczyźni, jeden o mądrej twarzy pod okularami i pod krawatem, drugi playboyowaty w jeansach, na luzie i ze złotym łańcuchem na szyi oraz z kapturem z uszami na głowie. Trzeci patrzy na tę grę płci z dystansu jak fotograf, czując dobrą zabawę. Kobiety i mężczyźni spacerują wśród usuniętych na margines, starych i nowych architektonicznych budowli tego miasta. Wszystkie miasta na świecie są przecież takie same. Zawsze noszą na sobie stare i nowe poukładane w różne figury kamienie. Teraz to żywy młody i dynamiczny element, człowiek, …człowiek pełen fantazji, jest w nich centralną figurą. Do wielu innych symboli swego czasu domalowała Juliana, jakby mimowoli, pajęczynę, oznakę niebezpieczeństwa i wiszącą na dwóch palcach jednej ręki, tak jak alpinista nad przepaścią postać, jakby niechcianego dziecka, potomka tego radosnego pokolenia. Niezwykła w wymowie jest przez swoją symbolikę ściana „Jaskini Wlóczęgów“ autorstwa Juliany Žamoit.

Ściana ta nie może zostać nigdy zamalowana, zniszczona, bo należy ona już dzisiaj do historii kultury miasta Wilna, …być może tak jak słynny obraz Pabla Picasso GUERNICA. W przyszłości „Jaskinia włóczęgów“ zamieniona zostanie na pewno na salę muzealną i sprzedawane będą tutaj bilety odwiedzającym ją koneserom sztuki.

Konrastem dla tej perspektywy radości ludzi wędrujących na ścianie i tych siedzących po dnią i przed nami w „Jaskini Włóczęgów“, na rozłożonych na podłodze śpiworach, są nasze wspomnienia z historii klubu lat początkowych i późniejszych, szczególnie dotyczące przeżyć tych włóczęgów, którzy bezpośrednio zetknęli się z innym światem, światem przeszłości, takim próbującym ograniczać swobody dostępu do świeżego powietrza. Nasi gospodarze wyłuchują tych wspomnień z uprzejmym zainteresowaniem.

Paweł Stefanowicz rejestruje wszystkie, wspólnie spędzone chwile na taśmie fotograficznej. Paweł jest bardzo uważnym obserwatorem i w duszy artystą. Wilno zawdzięcza mu m.in. bardzo interesujące filmy reklamowe, zestawione z kilku tysięcy pojedyńczych fotografii, do obejrzenia pod adresami:

http://www.youtube.com/watch?v=dRykCt9NzHE
oraz
http://www.youtube.com/watch?v=BmuVN458oVw

Paweł zatrzymuje w swoich pracach sekundy wydarzeń swego miasta i Klubu Włóczęgów. Jego dokumenty trafiają też często do wileńskich gazet. Nam opowiada Paweł o groźbie zamykania polskich szkół na Litwie i ustawie zabraniającej używania polskich nazwisk w kraju, który jako jeden z najmłodszych dzieci przyjęty został w ramiona wolnej, wyzwolonej ze wszystkich nacjonalistycznych uprzedzeń Europy.

Waldemar Borejko jest zawodowym żołnierzem litewskiej armii. Pracuje w Ministerstwie Obrony Litwy by sfinansować swoje cywilne studia na Uniwersytecie Wileńskim. Studiuje geografię nie po to by zostać generałem czy nawet zwykłym oficerem. 17 Uczy się by jako zwykły żołnierz, zwykłym nie pozostać, lecz zdobyć narzędzia pozwalające mu lepiej rozumieć świat i ludzi. Wspaniały, odważny facet. Odwagę Waldka i otwartość na każdy rodzaj ryzyka poznaliśmy przed prawie trzema laty. Razem z Krzysiem wybrał się on wówczas piechotą przez przepastne litewskie bory i lasy, bez kompasu i GPSu na spotkanie Kajmanów płynących gdzieś po Ziemianie. Spali na mchu, pod drzewami, zanim do Kajmanów dotarli. Waldek chce kiedyś pojechać jako żołnierz do Afganistanu, ale nie dla idei czy dla pieniędzy, tylko po to by poznać życie i ludzi w tym kraju.

Późnym wieczorem opuszczamy „Jaskinię Włóczęgów“ by zjeść wspólną kolację w restauracji KAJMAS. Towarzyszą nam wszyscy gospodarze. Wśród nich Edward GriszinDaniel Vasilewski. Obaj niedługo zdawać będą maturę. Edward chce studiować medycynę, Daniel pragnie zostać słynnym kucharzem. Daniel już teraz gotuje wspaniale. Oprócz tego jest muzycznie utalentowany. 18 Razem z Kaśką koncertowali dzisiaj na scenach mokrego ulicznego, wileńskiego festiwalu. Muzyczne talenty Edwarda pozostaną też na zawsze w mojej pamięci jako niezwykły epizod zarejestrowany z kajaka na rzece Wilii. Edward z Krzysiem płynęli wówczas kilkadziesiąt metrów przede mną szerokim, pofałdowanym falami uskokiem rzeki. Wiatr zacinał w pysk, czyli „w mordę“, prosto i niemiło. Słońce przykrywały gęste chmury. W pewnej chwili wiatr przynióśł do mnie słowa śpiewanej przez nich po polsku, nie po litewsku piosenki:„ O Boże jaki piękny podarowałeś mi dzień“ – śpiewali wykrzykując i zagłuszając wiatr oraz szum rzeki,…Edward i Krzysiu.

Kiedy poznałem Daniela i Edwarda, przed wieloma laty na obchodach trzydziestopięciolecia Kajmana w Wiśle, byli jeszcze dziećmi. Teraz to przystojni mężczyźni, zdyscyplinowani świadością celu do którego dążą i dbający o performance w stylu, „super cool“, jako „main stream“ swego pokolenia. To pokolenie młodych i urodzonych na Litwie ludzi, z którymi się zetknęliśmy, jest fascynujące. Siedzieliśmy kiedyś razem, przed dwoma laty, w 19 tym samym gronie pod parasolami jakiejś knajpy na krakowskim rynku. Może nie w tym samym,… może siedzieliśmy w gronie trochę większym, bo byli wśród nas jeszcze Rima Januskaje, Vicky Lapszewic, Ernest Tylingo, Patrycja Komosa i inni. Przygodny obserwator dostał by chyba kociokwiku, czyli zawrotu głowy, starając się odgadnąć z jakiego kraju ci młodzi ludzie pochodzą. Młodzi w rozmowie ze sobą używają perfekcyjnie czterech językow. Jak żongler na cyrkowej scenie przechodzą w połowie polskiego zdania na język angielski lub rosyjski. Nawet kłócąc się między sobą tylko z rzadka wtrącają litewskie słowa.

Vicky po maturze wyjechała przed kilkoma miesiącami do Londynu. Pracuje tam w sklepie z ciuchami jako ekspedientka, by zarobić pieniądze na wymarzone studia aktorskie w Bawarii lub w Paryżu. Rima pracuje w firmie logistycznej w Wilnie. Obie i Rima i Vicky nie wierzą w ziemię posypywaną manną z nieba. Ernest i Patrycja uczą się jeszcze pilnie z litewskiej czytanki. Nie wierzą w mannę spadającą z nieba wszyscy ci młodzi ludzie, których poznaliśmy na Litwie.

***

W restauracji KAJMAS, gdzie docieramy późną porą zaskakuje gości z KAJMANA widok LAGI. Nasza, teraz już wspólna, przekazana przez nas do Wilna przed dwudziestoma laty, obecnie prawie dziewięćdziesięcioletnia staruszka, „nasza LAGA“ stoi n a g a . Stoi tak jak Pan Bóg i człowiek ją stworzył t.j.bez okrywających jej smukłe wdzięki „Sznurów Braterstwa“. Stoi oparta o betonowy słup, piwnicy nowej, na staro stylizowanej restauracji, zarezerwowanego pomieszczenia tylko dla nas, tylko na to spotkanie, w centrum miasta Wilna, stoi zawstydzona, nie mogąc ukryć swej nagości.

Nie pytamy gdzie podziały się „Sznury“, by nie urazić gościnności gospodarzy, bo cieszy sam widok starej przyjaciółki, ale na usta cisną się słowa „gdzie do jasnej cholery zniknęły te sznury za które ciągnęli łączące historię tego co było kiedyś i co jest dzisiaj Ostatni, Kilometr, Jajo, Robespiere,Melodysta, Wałkoń …i my w latach siedemdzesiątych i osiemdziesiątych “. Na niezadane pytanie nie można jednak oczekiwać odpowiedzi.

Siedzimy przy jednym stole. Czekamy na barszcz, na cepeliny, na bliny. Podane nie smakują do czasu kiedy ktoś nie zdradzi tajemnicy, że LAGA ze sznurami stać będzie przed ołtarzem Kościoła Dominikanów, jurto rano o godzinie dziewiątej. Szykuje się utrzymywana w tajemnicy niespodzianka. Po tych słowach smakują i barszcz i cepeliny i bliny. Atmosfera spotkania robi się na nowo serdeczna.

Simola Liscyna opowiada o tym jak zdała maturę i poszła na studia politologii nie z wyboru, lecz ze świadomości konieczności studiowania, by zastanowić się czego chce uczyć się na prawdę w przyszłości. Simona wie, że nie można marnować czasu.

Kaśka mowi o planach studiów muzycznych w Szkocji i obawach przed wynikami konkursu poezji Marii Konopnickej, losie jej występu 27.05.10 w Domu Polskim. Edward siedzi zamyślony. Obok niego Daniel wybijający palcami na stole rytmy, chyba rytmy serc spotykających się przyjaciół z Polski i z Litwy.

Gdy otwierają się drzwi, przechodzą przez próg młode, atrakcyjne, blondynki, kelnerki, ubrane na biało i czerwono. Naszych kulinarnych zamówień składanych w języku tych dwóch kolorów, blondynki jednak nie rozumieją. Julia tłumaczy na język litewski.

Przed północą staje w drzwiach Waldemar Szełkowski „Jeżyk“, człowiek bardzo wesoły, dla Klubu bardzo zasłużony ale niezwykle skromny, trzeci z rzędu Wyga Wileńskiego Klubu Włóczęgów po 1991 roku, oraz autor najważniejszej do tej pory, obok historyka Aleksandra Srebrakowskiego z Wrocławia, pracy naukowej na temat losów Klubu Włóczęgów. Z „Jeżykiem“ wpadamy sobie w ramiona. W KAJMASIE rozpoczyna się noc Włóczęgów. „Jeżyk“ opowiada o tym jak powstawała jego książka „Klub Włóczęgów Wileńskich“i gdzie zbierał do niej materiały źródłowe. Wspomina o swoich podróżach po świecie, z których w Wileńskim Kurierze zamieszczano jego reportaże.

Wszyscy opowiadamy sobie na przemian anegdoty z historii klubów w Polsce i na Litwie. Czytane są erotyki i inne wiersze Wacława Korabiewicza.

Noc w KAJMASIE kończy skromna uroczystość mianowania Noworodków: Miry Tomczak, której nadano historyczne imię „Łazanka“Beaty Pisarek, przyjętej do nowonarodzonych pod imieniem „Stokrotka“. Po trzydziestu latach doczekał się tytułu Włóczęgi również Aureliusz Pisarek. Zaszczyt ten odebrał wraz z klubowym imieniem „Naturell“.

Nadanie klubowych godności i imion, właśnie tutaj w Wilnie, w miejcu narodzenia Klubu Włóczęgów w obecności przyjaciół z Litwy, oraz po dwudziestu latach od rozstania się z naszą staruszką, Włóczęgowską LAGĄ, teraz znowu w jej towarzystwie, jest bardzo wzruszającym momentem.

***

02.05.2010

W Wilnie dzwonią dzisiaj dzwony prawie czterdziestu kościołów. Dla władzy poprzedniej epoki historycznej było ich o czterdzieści za dużo, więc większość z nich zamknięto, zamieniono na magazyny, pozwalając na rabunek ich mienia i zniszczenie przez człowieka i siły natury. Jeden z tych kościołów zaadaptowano nawet na do dzisiaj funkcjonujące więzienie. Niszczycielska energia obcego kulturze pokoleń systemu nie znała hamulców szacunku dla historii. Od dwudziestu lat stare kościoły Wilna, przeżywają swój drugi renesans. Tak jak inne historyczne budowle w tym mieście są teraz pieczołowicie restaurowane odzyskując na nowo stare piękno.

To nieprawdopodobne, ale właśnie dla Włóczęgów w dniu dzisiejszym zabiły dzwony dominikańskiego kościoła Św. Ducha w Wilnie.

Historia tej sakralnej budowli sięga czasów jego fundatorów Króla Władysława Jagiełły i jego brata Księcia Witolda. W 1501 Władysław Jagiellończyk przekazał kościół Dominikanom, zakonowi przebywającemu na Litwie już od czasów Giedymina. Po latach burzliwej historii ostatnich wieków, przed dwudziestoma laty powrócili do niego dominikanie z misji polskiej by kontynuować w nim Dzieło Boże dla mieszkających na Litwie Polaków. Kościół Św. Ducha jest jedyną świątynią na Litwie, w której Msze Św. odprawiane są w języku polskim.

Wchodząc o godzinie dziewiątej do kościoła Św. Ducha usłyszeliśmy słowa księdza Viktorasa Bogdevicziusamszę dzisiejszą odprawiamy w intencji Klubu Włóczęgów i za pomyślność dla nich na następne lata. Staliśmy w milczeniu wsłuchując się w te słowa wypowiadane z bliskim naszej duszy litewskim akcentem.

Kościelne ławy wypełnone są wiernymi dla których Litwa stała się przed dwudziestoma laty nową ojczyzną. Są wśród nich też małe dzieci do których ksiądz Viktoras Bogdeviczius zwraca się po polsku z pytaniami o rolę matki w rodzinie. Dzieci odpowiadają na pytania po polsku, tym samym i bliskim sercu litewskim akcentem. Piękne barokowe wnętrze kościoła wypełniają dźwięki organów i gitary, oraz melodii i pieśni nam powszechnie znanych, śpiewanych tutaj po polsku, z tym samym wspaniałym litewskim akcentem przez niwidoczną, bo na chórze stojącą grupę młodych ludzi.

Wzrokiem szukam LAGI. Przecież obiecali. Przy ołtarzu jej nie znajduję. To przecież niemożliwe, by chcieli nas oszukać. Tuż przed podniesieniem czuję za sobą czyjąś obecność. Odwracam się na ułamek sekundy i rejestruję Edwarda Griszina i LAGĘ w jego ręku. LAGĘ ze „Sznurami“. Oddycham głęboko,… uspokojony.

Chwilę później kąkem oka zauważam bezszelestnie obok mnie klękającego na posadzce kościoła Krzysia Popławskiego. Krzysiu klęczy trzymając w ręku LAGĘ. LAGĘ ze Sznurami. Odwracam się w kierunku Edwarda, potem w kierunku Krzysia. Widzę dwie LAGI ze Sznurami. A więc dotrzymali słowa. Czuję jak wypełnia mnie ciepło wzruszenia.

Msza zakończona. Kościół rozbrzmiewa pieśnią „Boże coś Polskę…“.Wierni opuszczają kościół. Ktoś daje znak, by podejść do ołtarza. Podbiegamy bo ofiarowano nam mało czasu. Na stopniach czeka już ksiądz Viktoras Bogdeviczius. Krzysiu, Edward i Marek Aszkielowicz i reszta Włóczęgów z Wilna po lewej, KAJMAN po prawej stronie ołtarza.

Krzysiek przemawia w imieniu Wilna i w imieniu wileńskiej historii Klubu Włóczęgów informując następców jego tradycji, że oto w dniu dzisiejszym przekazana zostaje Akademickiemu Klubowi Włóczęgów KAJMAN kopia włóczęgowskiej LAGI by służyła ona Polsce jako symbol trwania tradycji podarowanych naszym pokoleniom przez założycieli klubu. Odpowiadam słowami podziękowania za ten wspaniały, hitoryczny gest. Ksiądz Viktoras Bogdeviczius odmawia modlitwę i święci nową LAGĘ wodą święconą, …nową LAGĘ, która oprócz świeżości nowonarodzenia niczym nie różni się od naszej LAGI staruszki. Pytam księdza czy możemy zaśpiewać. Zaśpiewać Kurdesza. Viktoras Bogdeviczius uśmiecha się i kieruje ręce w stronę nawy kościoła. Obracam się. Kościelne ławy wypełnione są na nowo po brzegi wiernymi oczekującymi na kolejną Mszę Św., wypełnione wiernymi z Wilna i z Litwy, przypadkowymi świadkami naszej historycznej uroczystości w dominikańskim kościele Św. Ducha w Wilnie. Rezygujemy więc z brzmienia Kurdesza w kościele i śpiewamy go pod tą świątynią na ulicy Dominikańskiej. Staruszka LAGA oraz jej nowonarodzona i przed kilkoma minutami ochrzczona bliźniaczka stoją dumnie po środku. Wokół wymieszani jakby bałaganem historii bruku tego miejsca gromadzą się w kręgu Włóczędzy z Polski i z Litwy trzymając w ręku splątane wydarzeniami „Sznury Jedności“. Do starych zwrotek Kurdesza dośpiewane zostają nowe słowa.

Niech nasze LAGI łączą nas wiecznie
Nasze wyprawy chronią bezpiecznie
Niech przyjaźń będzie pomiędzy nami
KURDESZ, KURDESZ ! nad KURDESZAMI

Zaplątujemy sznury zdjęte z LAGI staruszki i z LAGI chrzcicielki-odnowicielki w jeden długi sznur i trzymając go w ręce wędrujemy sznurkiem po ulicach miasta Wilna do klubowego Betlejem, do Uniwersytetu Stefana Batorego, nazywanego teraz słusznie Uniwersytetem Wileńskim. Podobnie przed trzema miesiącami przechodził ulicami Wilna Klub Włóczęgów Wileńskich, czcząc dwudziestolecie swoich ponownych narodzin. Filmowała ich wtedy lokalna telewizja.

Nas, m i e s z a ń c ó w, spadkobierców wspaniałej, prawie dziewięćdziesięcioletniej historii, fotografują dzisiaj jedynie turyści z Włoch, z Niemiec i z Ameryki. Ustawiają się w kolejce do zdjęć z zaopatrzonym w atrybuty włóczęgowskiej władzy, w LAGĘ i czarny Beret z żółtym Kutasem, … ustawiają się do pamiątkowych fotografii z naszym przemyślicielem, DalejNalejJamą, …pobierającym zresztą za te usługi, tak jak „Miś w Zakopanym“, sowitą opłatę.

***

Chodzimy wspólnie po dziedzińcach Uniwersytetu Wileńskiego, kiedyś słusznie nazywanego Uniwersytetem Stefana Batorego.

Na dziedzińcach panuje klasztorna cisza.

Wsłuchuję się w nią pragnąc wyłowić dźwięki z przeszłości. Dźwięki mowy studiujących tam ludzi z całego świata. Wczytuję się w nazwiska najbardziej zasłużonych studentów: Adomas Mickievicus, Teodoras Narbutas, Ignotas Domeyka, Simonas Stanevicius, Julius Slovackis, Konstantinas Jablonskis i innych. Szukam miejc, w których patrząc na oceny swoich kolokwiów i egzaminów podskakiwała z radości, lub siadała na bruku i płakała moja, nieżyjącą już, mama. Szukam okien, z których wyglądać mogli jej profesorowie: …w tym jej ulubiony Profesor Muszyński.

Myślę o tym, że gdyby moi rodzice poznali się w Wilnie a nie na Śląsku, to zapewne nazywałbym się dzisiaj Andzejas Vozniakiewicius i moje życie w taki sam szczęśliwy sposób toczyłoby się tutaj dalej. Ponadto znałbym dwa obce języki więcej.

***

Z uniwersytetu „Staruszka“ i „Chrzcicielka-Odnowicielka“ pędzą nas pod Ostrą Bramę. Jakież było by to uchybienie nie pokłonić się naszej wspólnej prominencji, najświętszej wileńskiej panience.

***

Spod Ostrej Bramy jedziemy prosto na Rossę. Dzień drugiego Maja jest Świętem POLONII na całym świecie. W Londynie, w Paryżu, w Nowym Jorku, w Kolonii i w Berlinie oraz w innych mniej znaczących miejscach spotykają się w tym dniu Ci wszyscy, których losy wyrzuciły poza granice Ojczyzny, naciągając czasami boleśnie korzenie ich powiązań z bliskimi, z tradycją i z historią kraju nad Wisłą. W dniu tym spotykają się też ludzie, którzy Polskę nie zawsze mogą identyfikować z miejscem swego urodzenia, ale Polska jest dla nich miejscem na ziemi podobnie, jak ich miejsce urodzenia bliskim. Na tym najsłynniejszym wileńskim cmentarzu na Rossie, od pierwszego pochówku w 1769 roku spotyka się historia Litwy i Polski.

Spoczywają tam, począwszy od prochów litewskiego polityka i działacza społecznego Jonasa Basanavičiusa poprzez kompozytora Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa, czy litewskiego dziennikarza, polityka i prawnika, oraz burmistrza Kowna Jonasa Vileišisa, lub jego brata inżyniera i mecenasa Petrasa Vileišisa i inn. również prochy polskich mecenasów historii Litwy i Polski takich jak August Ludwik Bécu, profesora medycyny, wykładowcy na Uniwerytecie Wileńskim i ojczyma Juliusza Słowackiego, czy też Wacława Michała Dziewulskiego polskiego fizyka, profesora Uniwersytetu Stefana Batorego, twórcy obserwatorium astronomicznego w Wilnie, teścia przedostatniego Wygi Akademickiego Klubu włóczęgów w Wilnie przed wojną, studenta Uniwersytetu Stefana Batorego, później Profesora Śląskiej Akademii Medycznej Tadeusza Ginko (Wałkoń), który uratował przed zagładą naszą staruszkę LAGĘ.

Są tam groby polskiego bajkopisarza Józefa Glińskiego i polskiego historyka o niemieckofrancuskim nazwisku, działacza politycznego Joachima Lelewela, marzącego o wolności dla przyszłych pokoleń, w tym pokoleń narodów Polski i Litwy, …autora hasła „za wolność naszą i waszą“. Na wileńskim cmentarzu na Rossie spoczywają prochy wielu zasłużonych dla Litwy i dla Polski „wyrobników“ i „ugniataczy“ naszej historii, małych i wielkich. Nie zrobili oni na tym co robili interesu w pojęciu naszego pokolenia. Z regóły cierpieli, niedoceniani lub wręcz prześladowani. Nie zostali dyrektorami koncernów gromadząc wartości materialne starczające na obsłużenie finansowe swoich rodzin przez kilkadziesiąt, czy kilkaset pokoleń. Byli ludźmi dbającymi o wierność swoich przekonań i o swój wizerunek. Swoim ideom, z których dzisiaj korzystamy, oddawali wszystko, a w tym swoje serce.

***

W dniu drugiego Maja 2010 na Rossie spotkała się POLONIA. Składano wieńce na grobie serca Marszałka Józefa Piłsudskiego i miejsca pochówku jego matki. Lało jak z cebra. LAGA staruszka i LAGA chrzciclelka, odnowicielka, stały cierpliwie wśród ciżby zebranych osób z Litwy i z Polski, osób oddającym hołd przeszłości.

Werble, hałas werbelnych dzwięków, kwiaty, wieńce w rytmie werbelnych dzwięków, przemówienia oficjalności i piosenki pierwszej brygady. Szpaler harcerzy, koła regionalne pieśni i tańca z całej Litwy. Prominenci polonijni i goście z Polski.

Przed szpalerem harcerzy z Wilna zatrzymuję ubranego w mundur i harcerską hustę brodatego mężczyznę pytaniem – czy może mam przyjemność z Panem Michałem Kleczkowskim?

Poinformowano mnie wcześniej, że Michał objął przed laty funkcję Naczelnika Harcerstwa na Litwie.

Nie, bardzo mi przykro. Jestem jego następcą. Michał nie mógł dzisiaj tutaj przybyć, ale tam w pierwszym rzędzie, …o, o tam, stoi jego syn

– pada odpowiedź. Rozpoznaję. Bardzo podobny do ojca. Stoi ociekając wodą kapiącą z włosów i z gładkiej, chłopięcej brody, …ociekając wodą z głowy, nie wiadomo dlaczego pozbawionej harcerskiej czapki, …stoi młody smukły brunet.

Podchodzę, przedstawiam się i wsuwam mu do ręki fotografię sprzed dwudziestu lat, z uroczystości przekazania LAGI Włóczęgów w Warszawie jego ojcu, młodemu wówczas studentowi z Wilna. Na środku fotografii siedzi w fotelu Wacław Korabiewicz („Kilometr“), przed nim pręży się Bogdan Nagórski („Melodysta“). Na kolanach dziewięćdziesiecioletniego Kilometra siedzi Janka Brzozowska, sekretarka Związku Literatów Polskich, dozgonna opiekunka Korabiewiczów do ich dni ostatnich. Obok Janki, Marysia Korabiewicz, anioł w ludzkiej skórze. Ja poniżej, szczeniak nie do rozpoznania. Obok „Melodysty“ stoi jednen z pełniących w przeszłości funkcję Wygi Akademickiego Klubu Włóczęgów KAJMAN, młody lekarz Piotr Fiodor, … dzisiaj Profesor Gastroenterologii w Warszawie. Pomiędzy nim a „Melodystą“ dostrzec można fragment głowy, …to właśnie Michał trzymający w ręku LAGĘ. Nazwisk dwóch obok niego stojących dawnych Włóczęgów wileńskich nie mogę już sobie przypomnieć. Na podarowanej synowi Michała fotografii zapisuję naprędce numer swego telefonu z nadzieją, że jego ojciec być może kiedyś do mnie zadzwoni.

***

W strugach wody oraz w hałasie żołnierskich komend i melodii poszukuję na cmentarzu, grobu wileńskiego astronoma, teścia naszego przyjaciela Tadeusza Ginko („Wałkonia“), strażnika naszej staruszki LAGI w latach powojennych. Bez pomocy Pawła Stefanowicza, który kiedyś sporządzał fotograficzną dokumentację pomników na Rossie, odnalezienie tego miejsca dzisiaj, w ulewnym deszczu, graniczyło by z niemożliwością. Paweł błądzi też dłuższą chwilę, ale w końcu stajemy przed bardzo skromną płytą z napisem Ś.P. Wacław Dziewulski, Fizyk, Profesor USB, ur. 1882. IX.29, zm. 1938. VIII.10.

Grób Profesora znaduje się w pierwszym rzędzie, tuż nad płytą pamiątkową krypty matki Marszałka i jego złożonego tutaj w kryształowej urnie serca. Nie można było dzisiaj na grobie Profesora zapalić świecy, bo lało jak z cebra. Stawali na nim, poza wszystkim, liczni, przypadkowi goście dzisiejszej uroczystości. To akurat, tak jak sądzę, Pan Profesor Dziewulski dzisiaj na pewno im wybaczył. Stojąc przed tym miejscem zdecydowałem się w zastępstwie świeczek i kwiatów jedynie na dedykację słów modlitwy „wieczny odpoczynek racz mu dać Panie…“

***

Z Rossy wracamy do miasta na ulicę Naugarduko 76. Od roku 2001 znajduje się się tam powołany do życia decyzją Senatu RP oraz „Wileńskiego Oddziału Miejskiego Związku Polaków na Litwie“ i Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“, Dom Kultury Polskiej. KAJMAN podczas swoich litewskich podróży był tam stałym gościem. Dzisiaj KAJMAN miał okazję obejrzeć wystawę swoich kolegów, przyjaciół z Klubu Włóczęgów Wileńskich, zorganizowaną z okazji dwudziestolecia powrotu LAGI staruszki, LAGI włóczęgowskiej do Wilna.

***

Wystawa naszych przyjaciół zaskakuje nas profesjonalizmem. W dzielonej przez innych lokatorów obszernego pomieszczenia wystawowego Domu Kultury Polskiej części, stworzył Klub Włóczęgów Wileńskich, skromnymi, stojącymi do dyspozycji środkami, instalację o ponownie niezwykłym, tak jak ściana „Jaskini Włóczęgów“, … stworzył dzieło o artystycznym znaczeniu. Instalacja ta kierowana jest nicią historycznych słów dawnych, przedwojennych, Włóczęgów:

 „Jeśli myśl Ci przyjdzie mylna
zwątpić w – przyszłość i swobodę,
wówczas bracie pędź do – Wilna,
poznać z hartem dusze młode“.

Czytając te słowa myślę sobie, że KAJMAN od lat nie robi przecież nic innego zapędzając się tutaj i tuląc Wilno do piersi i do serca swego.

„Dusze młode“ pokazują jednak „zwątpionym“ na dużej fotografii tylko plecy ubrane w koszulki z napisem Klub Włóczęgów Wileńskich. Fantastyczne zdjęcie. Jeśli chcesz przez ten mur się przedrzeć musisz spełnić odpowiednie warunki. Centrum instalacji wypełnia kajak składany z części. Składany z połamanych, stale łatanych, aluminiowych rurek i naciąganej na stelarz brezentowej powłoki, która przemaka. 47 Kajakiem tym płynęli faceci zdecydowani na na najgorsze, …płynęli kiedyś z nami Krzyś Popławski, Edward Griszin, Waldek Borejko i Marek Sinkiewicz.

Czasami zabierali obcą załogę wydającą okrzyki zdziwienia: dlaczego tu w środku tyle wody? Krzyś odpowiadał wówczas spokojnie: no bo tak ma być !! …i życie wracało do normalności. Obok Kajaka ustawiono na pomniku buty Pana Włóczęgi. Przed butami LAGA staruszka otoczona honorami, t.j. muzealną barierką, podkreślającym jej wagę w historii i jej rangę w tej instalacji, tak jak podkreślają to muzealne bariery sypialni Ludwika z numerem czternastym czy piętnastym w Wersalu czy też króla Jana Sobieskiego na Wawelu. Widok takiej L A G I n a wystawie KKW w Domu Kultury Polskiej, inaczej niż wczoraj w K A J M A S I E , naszej „Staruszki“ ze „Sznurami Braterstwa“, wystawionej za sznurami bariery muzeum, ucieszył nas niezmiernie.

Zaskakuje mnie fotografia Krzysia Popławskiego z klubowej uroczystości w przeszłości.

Widać na niej Vicky i Simonę, Daniela i kogoś jeszcze, ubranych w średniowieczne stroje, podpatrzonych podczas pielęgnowania niezwykle tajemniczego obrządku.

Co za wspaniałe zestawienie światła. Jego zdjęcie przypomina obrazy francuskiego mistrza malarskiego oświetlania scen: Georges de La Tour. Zafascynowani jesteśmy też informacjami zamieszczonymi na planszach wystawowych o różnorodności pomysłów realizowanych przez Klub Włóczęgów Wileńskich.

Siedzimy na miękkiej sofie Włóczęgów przeniesionej z ulicy Pylimo, oglądamy kronikę Klubu. Ojciec Krzyśka wpisał do niej słowa: Nienawidzę Was. Zabraliście mi syna !!!

Jula łączy mnie telefonicznie z nie mogącym wziąć w naszym spotkaniu obecnym Wygą Klubu, Ruslanem Kostiukowem („Multik“), któremu przekazuję wyrazy uznania za tak wspaniałe i wprowadzone do życia klubu pomysły. Przekazuję mu również nasz podziw dla ludzi którzy Klub reprezentują dzisiaj. Julia wspomina o telefonicznych pozdrowieniach od „Litra“, Jurka Budrewicza, autora niezapomnianych przeżyć na Willi w prowizorycznej Bani, saunie zbudowanej nad brzegiem rzeki i autora „Mruczanki“, piosenki ze słowami:

Po Żiemlianie, po Żiemlianie
Płynu kajajakiem KAJMANIE
Ja wiem o nich tylłko tylłe, 
że tou z Polłski Krokodillłe

***

Wśród tych wszystkich zapisanych na wystawie KKW słów i wspaniale wkomponowanych w instalację, zciochranych ubrań, eksponatu nart z lat pięćdziesiątych, poprzez napis „Kino Włóczęgów“ 51 brakuje nam trochę jednego, jedynego słowa, wiążącego się mocno z historią Klubu Włóczęgów Wileńskich, …słowa „KAJMAN“. Fakt ten nie mąci jednak naszego zachwytu nad instalacją, w Domu Kultury Polskiej, …nad wystawą o historii Klubu Włóczęgów, naszych przyjaciół z Wilna.

***

Wizytę KAJMANA kończy wspólny spacer po uliczkach Wolnej Republiki Artystów na Zarzeczu oraz posiedzenie pożegnalne w jednej z knajpek tego wileńskiego Montmartre.

Zamieszkałe przed wojną przez społeczność żydowską Zarzecze stało się później ulubionym miejscem bohemy artystycznej. Jak przystaje na Republikę, ma Zarzecze swój własny Hymn, swoją Konstytucję, Prezydenta, rząd, ambasadorów oraz swego patrona „Anioła stróża“ w różnych objawieniach, w tym jako „Jezus Włóczęga“.

Tam gdzie granica przynależności Republiki do Rossy się kończy, a zaczyna się teren starego miasta Wilna, tam kończy się też jasno „ziemia obiecana“.

Państwowa Konstytucja mówi wyraźnie do czego ma prawo człowiek a do czego zwierz. W konstytucyjnym punkcie 25 określono, że człowiek ma prawo przynależności do różnych narodowości. W punktach 4, 5, 6, 24, 26 i 33 określono, że człowiek ma prawo się mylić, być niepowtarzalnym, ma prawo kochać, ma prawo nic nie rozumieć, ma prawo obchodzić swoje urodziny lub ich nie obchodzić i ma prawo płakać. W punkcie 12 i 13 Konstytucja przewiduje też, że pies ma prawo być psem, a kot nie musi kochać swojego gospodarza, ale w trudnej sytuacji powinien mu pomóc.

***

W przytulnej knajpce na Zarzeczu przypominam sobie reakcję Juli z jesieni zeszłego roku na naszą prośbę wykonania dla KAJMANA przez klub Włóczęgów Wileńskich kopii LAGI staruszki.

Z tym to nie będzie kłopotu. U nas drzewa dużo – odpowiedziała Jula bez namysłu. Teraz Krzysiek w przytulnej knajpce na Zarzeczu, opowiada z jakim trudem szukał dobrze wysuszonej deski dębowej o odpowiedniej grubości i jak wspólnie z ojcem pracowali, rzeźbiąc, …pracowali nad kształtem LAGI odnowicielki tak, by wiernie naśladowała ona swoją LAGĘ matkę-staruszkę, rodzicielkę. Krzysiek zdradza też inną tajemnicę:

A te sznury, to nie mogłem ich znaleźć w całym Wilnie. Całkiem zrezygnowany trafiłem przypadkowo do sklepu z firankami. Patrzę, a tu na firankach sznury. Sznury takie jakby z LAGI zdjęte. Kupiłem więc dziesięć metrów firanki. Potem był problem jak te sznury od firanki oddzielić. Dlatego wyglądają one teraz tak trochę poszarpane.

***

Z historią dębów które rosły tu, nad Wilią, związane są dni posuchy i nadobfitości deszczu, dni wiatru rwącego liście, łamiącego gałęzie i pnie, oraz zatrzaskującego drzwi do życia mrozu. W słojach tych drzew rzadko znaleźć można uśmiech dni błogosławionego spokoju i radość ciszy wegetacji. Słoje dębów nad Wisłą mają podobną strukturę. Wiem coś na ten temat od mojego ojca leśnika. Wędrowałem z nim przez naturę i przez słoje oraz historię wielu drzew. Dęby znad Wilii przemieniono ręką człowieka w symbol pastorału wędrowca, włóczęgi, dumnego tak jak dęby ze swej siły, odporności na burze, wytrwałym w szacunku dla czystości celu. Z pastorałem tym związane są niezliczone historie ludzi mniej, czy bardziej dla nas znanych i dla innych mniej, czy bardziej zasłużonych, …ludzi nie żyjących jednak nigdy tylko dla siebie.

Od dzisiaj bliźniacze nasze symbole, symbole LAGI, piszą nową historię, myśli zrodzonej przed prawie dziewięćdziesięciu laty, …“o ojczyźnie, którą jest cały świat“. Dzisiaj pod „dębami świata“ spotkali się przyjaciele z Polski i z Litwy we wspólnej ojczyźnie. Na ten moment czekali zapewne Ci wszyscy, których już dzisiaj nie ma, a dla których słowa Kraków, Warszawa i Wilno wybijane były by takim samym rytmem kochającego serca, …dokładnie sześćset lat po wspólnym i ważnym historycznie dla Litwy i dla Polski wydarzeniu, t.j. roku 1410, gdzieś pod Grunwaldem. Wspaniała jest ta nasza wspólna przeszłość. Wspaniałe są owoce, te, …które tej przeszłości zawdzięczamy.

***

W imieniu Akademickiego Klubu Włóczęgów KAJMAN dziękuję Kubowi Wlóczęgów Wileńskich za te piękne, spędzone razem w Wilnie chwile.

Meter, Saarbrücken 09.06.2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *