po OBRZE

po OBRZE

"Klipy obrzańskie

Kochane KAJMANy, Włóczędzy, Noworodkowie i Sympatycy.

Ukoronowaniem wszelakich świństw i podłości CORONY jest to, że nie możemy w większym gronie się teraz spotykać. Obawa przed przedwczesnym zejściem z tego świata spowodowała już prawie od jej początku, że większość naszej kochanej starszyzny zrezygnowała z wiosłowania na Obrze, być może i dobrze, bo OBRA nie tak całkiem okazała się DOBRA oraz grzechu WARTA.  Spoglądając na „OBRĘ”, to co było tam dobre to to, że objawów choroby typu utraty smaku, czy też węchu, albo bólu głowy oraz zgonów wśród nas nie zanotowaliśmy. Co do utraty węchu, to momentami uważaliśmy, że mogłoby to nam się nawet przydać, …szczególnie pierwszego i drugiego dnia na rzece, która bardziej przypominała ściek komunalny niż pomnik przyrody, co znacznie utrudniało nam beztroski kontakt z naturą. Na tych pierwszych odcinkach: od Trzciela do Międzyrzecza prawdopodobnie to CORONA powaliła na grzbiet setki ryb, które odsłaniały nam swoje opuchnięte chorobą brzuchy sygnalizując, że my ryby też mamy w dupie pływanie w takiej bryi. Towarzyszyły im w tym proteście liczne małże, z których obecności OBRA przecież słynie, a które dołączając się do rybiej demonstracji opuściły swoje domostwa na dnie mętnej wody, …teraz już bez zmartwień doczesnych płynąc sobie beztrosko z jej prądem pośród tysięcy przecudownie uschniętych lilii wodnych, których brązowe liście obsiadły jakeś wstrętne robale.

Płynąc przez taki rezerwat przyrody nie sposób było nie testować czy poprawiać sobie smaku znanym nam od wielu lat lekarstwem. Przezorni i zdyscyplinowani stosowali się w tym wypadku do zasad higieny, czyli „nie na gula”, ale większość młodzieży po pierwszej, drugiej, najdalej trzeciej przeprowadzonej degustacyjnej kontroli traciła kompletnie poczucie odpowiedzialności za swoje i za zdrowie innych, wyrywając sobie z rąk butelki z tym medycznym specyfikiem, przykładając od ust do ust, …od ust do ust, sącząc nawet ostatnie jego krople. Na szczęście poszkodowanych po tych anarchistycznych wybrykach nigdy nie zanotowano. Nawet po dwóch miesiącach obserwacji.

Od „Świętego Wojciecha” Obra już była dobra. Pogoda w dechę. Woda krystaliczna. Pasma zielonych wodorostów pod powierzchnią lśniące w słońcu. Wysokie brzegi, jak w wąwozie. Białe czaple na drzewach. Kąpiele. Dobre nastroje. Ogniska z gitarą. Przyjeżdżają też honorowi goście z Litwy: Jula Wasilewska z bratem Danielem i Edward Griszin oraz Agnieszka Cichy (WILEJKA) i Dawid (SERCE) wraz z trójką swoich maluchów. Niestety pozostają tylko dwa wieczory z nami. Pomimo dzielących nas lat ich nieobecności z nami i oddzielnych przeżyć, pozostali ONI tacy sami, tak jak kiedyś przed laty, Jula, Daniel i Edward, Agnieszka oraz Dawid serdeczni, otwarci, zdyscyplinowani, odpowiedzialni za swoje życie.

Przyjaciele z Litwy opuszczają nas w ostatniej chwili przed zamknięciem granicy z powodu CORONY. Odjeżdżają z BERETAMI z żółtym KUTASEM i nadanymi im tytułami „Honorowego Włóczęgi KAJMANA”: Jula (MINISTRA), Daniel (DRWAL) i Edward (KSIĄŻE). Te zaszczytne tytuły nadaje im Kanclerz AKW KAJMAN, Aureliusz PISAREK (NATURELL). Przyjaciele z Litwy rewanżują się wspaniałym chlebem przywiezionym ze swej ojczyzny, który doskonale znamy, który pachnie i który smakuje i który długo, niezwykle długo, bardzo długo, tak jak prawdziwa przyjaźń się nie starzeje.

Dawid (SERCE) daruje nam w prezencie dwa wspaniałe wieczorne koncerty. Ognisko płonie. Dawid śpiewa piosenkę o lesie, ale tak w zasadzie nie o lesie, …tylko swoje liryczne skojarzenia. Dawid śpiewa też inne utwory. Czarek towarzyszy mu wybijając rytmy na bębenku.  Rankiem Dawid odjeżdża karawanem ze swoją czeredą nad morze by wykorzystać nieliczne dni swego urlopu i swobody przed zapowiadaną drugą falą CORONY.

Czarek (Grabowski) towarzyszy nam do końca nie tylko wybijając rytmy na swoim bębenku. Jest facetem pełnym energii i pomysłów, o których opowiada i które realizuje. Bardzo wartościowy człowiek, przedstawiciel młodego pokolenia, dzięki któremu w przyszłość naszego kraju spoglądać możemy optymistycznie. Do tych młodych ludzi niosących pochodnię odrodzenia należą też wszyscy inni „młodzi”, którzy Obrą z nami spływali Karolina Wilgus (ZŁOTA RYBKA), Ewa Białogłowska (WYBOROWA), Maciek Kokoszka (KOKOS), Jacek Kokoszka (DŻEK), Jasiu Prokop, Albert Muskała (GITARA ?), Karolina i Tomasz Nogły, Tymek Opałka, Julia Oprządek, młode Woźniaki i inni. Fantastyczne młode pokolenie, fenomenalnie kreatywne i poszukujące własnych dróg dla rozumienia rzeczywistości.  Na to by połapać się w zawiłościach tego świata, … mają na to jeszcze kilka lat swoich studiów i osobistych doświadczeń, ale już dzisiaj można się spodziewać, że oni tych ważnych spraw dla Polski i tych dla świata nie spieprzą.

Kochani. No cóż. Przez restrykcje nałożone przez CORONę nie możemy się po OBRZE spotkać. Nie możemy się wyściskać, pośmiać głośno, pośpiewać razem, podyskutować, posprzeczać i pogodzić się podając sobie rękę. W szachu trzymają nas podawane medialnie liczby testowanych na CORONę i decyzje rządów Europy, która te liczby analizują.

Nie możemy się jednak kopać z koniem. Do zarządzeń musimy się zastosować, chociaż budzą one wątpliwości co do skuteczności jednoznacznego wykrywania CORONY przez test z nosa lub z gardła (PCR), jeśli w Tanzanii po przebadaniu szympansów w ZOO wszystkie były PCR pozytywne, lub w Bawarii przedwczoraj, gdzie zamknięto jeden ze szpitali bo 600 osób z personelu medycznego i pacjenci byli „zarażeni” a dwa dni później, po ponownym teście negatywni, czyli wolni od wirusa. Albo w Szpitalu w Jastrzębiu Zdroju, gdzie pracowałem i który zamknięto na początku paniki, bo ok. 30 osób wytestowano jako „ukoronowanych”, jednak dzięki badaniom kilka dni później w innym laboratorium uwolniono ich od tego podejrzenia.

Nie kochani. Nie możemy się kopać z koniem.

Akceptujmy to co władza powodowana strachem przed utratą władzy nam nakazuje. Władza ma też prawo do popełniania błędów.

Utrzymajmy dystans do zalewających nas trwogą wiadomości i do przyjaciół oraz obcych nam ludzi (1,5 m), z którymi spotykamy się w Biedronce. Dbajmy o czystość rąk. Starajmy się oddychać świeżym powietrzem, …oczywiście poza wizytą w Biedronce. Tam zakładajmy maski.

Nie dajmy się zwariować liczbom, które o ryzyku naszego zagrożenia niewiele mówią, bo nie są poparte naukowo badaniami specjalistów z dziedziny wirologii i epidemiologii, tylko wdeptane w naszą świadomość interesami politycznych managerów, być może też interesami producentów testów PCR i szczepionek, których jeszcze nie ma i które nie wiadomo, kiedy będą i jakie korzyści lub szkody przyniosą.

Nie dajmy się zwariować propagowaną polityką strachu, który w opinii wielu wirologów na całym świecie nie ma uzasadnienia i przyniesie więcej zgonów z innych powodów niż CORONA.

Żyjmy naszym życiem bez strachu, tak jak żyliśmy do tej pory przechodząc przez epidemie grypy myjąc ręce i kładąc się do łóżka w przypadku wystąpienia gorączki, kaszlu czy bólu głowy albo kości. Z takimi objawami nie wsiadaliśmy już wówczas do autobusu czy tramwaju. Szukaliśmy pomocy lekarza w sytuacji, gdy choroba przebrała miarę. Róbmy to i teraz w przypadku, kiedy jej objawy się zaostrzą.

Nie można wykluczyć, że nasza stara grypa nie mogła stać się produktem medialnym, bo była po prostu za stara. Do lat dziewięćdziesiątych medycyna, a w zasadzie farmaceutyczne firmy nie miały w ręce testów potwierdzających obecność wirusa. Teraz też go nie mają, bo test PCR jest niedokładny.

Nie można wykluczyć, że wykorzystano nową grypę, którą nazwano CORONA (Covid 19) by wynieść ją na piedestały sensacji mediów w interesie tych co interesy robią.

Ne dajmy się więc zwariować i manipulować strachem. Nie próbujmy też kopać się z koniem.

Kiedyś, t.j. po osiągnięciu 70% naturalnej odporności społeczeństwa (być może już nie tak długo) ta medialna i polityczna „apokalipsa” się zakończy.

Wtedy, zaproszę Was na „pospływowe spotkanie OBRA-2020” oraz inne wydarzenia i wyściskam tak jak jeszcze nie wyściskałem.

Wasz METER

31.10.2020

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *