Jedna Pilica, dwa wesela,
trzy niedoszłe pogrzeby
…i tylko jeden naprawdę martwy królik.
(2010)

Jedna Pilica, dwa wesela,
trzy niedoszłe pogrzeby
…i tylko jeden naprawdę martwy królik.
(2010)


Takiego spotkania na rzece jeszcze nie było. Dwa wesela, karawaniarze, koniec świata zagłuszony gradobiciem, … trzy próby samobójcze i królik, który niemalże co zmartwychwstał.
I po co to komu było? Po co?
Nie lepiej to i bezpieczniej pod parasole do Grecji, do Tunezji, do Turcji,… albo na Majorkę lub Bahama?


Tam, za rogiem tej ulicy jest sklep, a za sklepem most. Tam, …znaczy się za
mostem, musisz skręcić w prawo. Tam trafisz nad rzekę.
Spotkaliśmy się, (nieumawiając), prawie co do minuty, t.j. w tym samym czasie i w tym samym miejscu, które wcześniej mgliście t.j. bardzo ogólnie okresliliśmy jako Pilica za Koniecpolem.
Glizda, Gliździna i ich syn Wojtek (Mazikowie z Tarnowskich Gór), Ryba (Krysia Szymik) z mężem Andrzejem (Taraszkiewiczem z Gliwic), Baca (Ula Wilczek z Zabrza), Teresa i Mariusz (Zajuszowie z Andrychowa), Juliana (Žamoit) i Simona (Lisicyna z Wilna), Sarmata (Rysiek Jama z Zabrza), Joachim (Ganszyniec z Miasteczka Śląskiego) i ja Meter (tymczasowo z Zagłębia Saary).
Jacek (Bera z Katowic) z Julą (Vasilewską z Wilna) odbił za Konieckpolem „beemą“ do Włoszczowej po oczekujących tam przyjaciół z Litwy, …t.j. Daniela (Vasilewskiego) i Kaśki (Bitowt, z Wilna), koncertujących do dzisiaj na jakimś festiwalu w centralnej Polsce.
Zanosiło się na wieczór z deszczem. Trawa była i tak już mokra. Komary
sygnalizowały nieustępliwość. Rozbijanie namiotu, po opuszczeniu ciepłego, suchego miejca na parkiecie wczorajszego weseliska, odurzało lekkim wstrętem,…ale tylko na moment, na jedną tylko chwilę, po której powróciła radość świadomego wyboru.
Pierwszy wieczór spędzony w tym gronie „w kucki“, czy z tyłkiem na kapoku, …rozciągnięty do północy, w świetle gasnącej lampy gazowej nad Pilicą, wymiótł natychmiast obawy, że może być źle, …czyli nieciekawie.


Wczorajszy dzień był inny. To prawda.
Ubrani w „ozdobnie w suknie“ i „sukmany“ staliśmy pod krawatem, pod muchą, na stopach, chwilami „na kolanach“, świadcząc przed Bogiem, przed ołtarzem kościoła, o naszym przekonaniu w prawdziwość i trwałość uczuć pary młodej, małżeńskiej, t.j. Agnieszki (z d. Bulendy) i Dawida (z d. Cichy).
Kościół pw. Św. Anny w Świerklanach w dniu 14.08.2010 od godziny 12:00
wypełniony był ciepłem naszych uczuć dla nich obojga.
W skromnej architekturze wnętrza nowej świątyni z ostatniego stulecia, ozdobionej dyskretnie, ale ze smakiem, bielą i zielnią, unosiło się „coś“ bardzo podniosłego. Czuło się, że to niezwykła uroczystość, niepospolity akt wiążący dwoje młodych ludzi, za którymi stoi duża, bardzo duża i prawdziwie kochająca ich rodzina.


Komary obrobiły mi mordę przez noc na cacy.
Rankiem obmyłem twarz wodą z Pilicy. Nieprzyjemny świąd skóry ustąpił.
Po ostatich, obfitych deszczach nie można dojrzeć dna.
Rzeka ma początek wśród olkusko-krakowskiej wyżyny,o dwie mile na wschód od źródeł Warty w stronie płud-zach od osady Pilica w pobliżu karczmy zwanej „ Czarna Jama“.
Mimo tego D-N-Jama Pilicy nie lubi. Nazywa Pilicę „Pylicą“, z odraza i z obawą ponownego narażenia się na chorobę, której to o mało co nie nabawił się ścierajac kurze z mebli w Hindenburgu za Giera i za Jaruzela.
Pilica wpada do Wisły.


Młoda Para w skupieniu słucha kazania siedząc przed sceną ołtarza na książęcych tronach, które w bieli.
Nadchodzi chwila, którą publicznie zapowiedzieli sami, dokładnie przed dwoma laty. Dokładnie przed dwoma laty zaprosili gości na swój ślub w dniu dzisiejszym. Byli tacy co wówczas mówili niemożliwe. Dwa lata. Młodzi ludzie. Wszysto może się zdarzyć. Teraz czternastego sierpnia dwutysięcznego dziesiątego roku, krótko przed godziną trzynastą stają się małżeństwem. Agnieszka i Dawid. Agnieszka składa przysięgę i mówi TAK ze swobodą i z uśmiechem na twarzy. Dawid wzruszony dławi się własnym głosem. Dawid poTAKuje szeptem, ale jego oczy wpatrzone w Agnieszkę zastąpić mogą dzisiaj wszystkie, najgłośniejsze słowa świata.


Koniecpol otrzymał prawa miejskie od Króla Polski i Liwy Władysława Jagiełły w 1443 roku. To małe, kilkutysięczne miasteczko posiada bogatą historię przeplataną losami Koniecpolskich, Lubomirskich, Potockich, jak również walki o tron królewski Stanisława Leszczyńskiego i Augusta II. Na obszernym, urokliwym rynku miesza się też sentymentalny zapach czasu przeszłego z odważnie penetrującym oddechem tzw. Europy. Panuje tam błogosławiony spokój wyczekiwania, wypierany powoli, ale zdecydowanie, inicjatywą, …inicjatywą młodych Polaków i nowej Polski.
Sklepy, sklepiki. Zapach starzyzny miesza się na ulicy ze z tym świeżym, perfum od zachodniego Douglasa, …ale nie tak agresywnie jak w stolicy. Tutaj wiatr wieje jeszcze oddechem rozumu, a nie tak jak tam,… nałogiem posiadania.
Z pod Koniecpola wyruszamy na Pilicę.


Nad Pilicę za Koniecpolem dojeżdżają rankiem Agata (Wojciechowska z Bytomia) i jej partner Artur (Szalast), Beata (Pisarek/Stokrotka z Jastrzębia Zdroju) z mężem Aureliuszem (Naturell), siostra Beaty, Dorota (Opałka, z Wieliczki) z mężem Mariuszem, przyjaciel Pisarków, Janusz (Mandla), z dziesięcioletnią córką Izabelą i kajaki.
Kajaki spuszczone na wodę w słońcu, popłyną do Maluszyna. Zapowiada się piękny, ciepły i spokojny dzień.


Kilka dni przed ślubem Agnieszka i Dawid pomagali w organizowaniu Festiwalu Free Style w Cieszynie. Menadżerem był syn Adama Palucha (Prymus), Michał. W przedślubnym stresie udało się Agnieszce i Dawidowi historią wypraw KAJMANA stworzyć wspaniały kontrast dla firmowanych tam sportów ekstremalnych na bango, windsurfingu czy deskorolce.
Agnieszka i Dawid włożyli w tę pracę wszystkie swe uczucia dla KAJMANA.
Teraz KAJMAN w domu weselnym pod kopalnią „Borynia“ przygotowuje swoje dzieci na długą wspólną włóczęgę, nadając Agnieszce imię WILEJKA“, a Dawidowi imię „SERCE“.


Dzień pierwszy na wodzie obfituje w niespodzianki.


W Maluszynie, przerzucono nad Pilicą, z pomocą europejskich środków, nowoczesny, betonowy most, z pomalowanymi na niebiesko stalowymi wysięgnikami, dla tak samo na niebiesko pomalowanymi linami stabilizujących konstrukcję. Kolor niebieski to kolor zjednoczonej Europy. Maluszyn, chcąc niechcąc znalazł się przez ten fakt w Europie.
Panie co mi po takim moście, mruczy ksiądz pod nosem. Ten most nas tutaj przecież nie wyżywi.
Początki wsi, w której żyje teraz ok. 300 dusz sięgają XI wieku. Znajduje się tu zabytkowy kościół pw. św. Mikołaja z 1777 roku. (W tymże roku, w Krakowie, Hugo Kołłątaj, wydelegowany przez Komisję Edukacji Narodowej przeprowadza reformy Szkół Nowodworskich i ogłasza nowe zasady nauczania).
W Maluszynie, zaraz obok mostu stoi brama z wieżą zegarową i niewiele dalej piętrowa oficyna (jedyna pozostałość z dawnego pałacu ówczesnego dziedzica, Michała Ostrowskiego, polityka przy dworze Króla Stanisława Poniatowskiego). W zachowanych, dawnych budynkach dworskich znajdują się teraz mieszkania i szkoła dla dzieci.


Niedaleko mostu w Maluszynie, na plaży tuż nad Pilicą zatrzymał się karawan. Kiedyś, dawniej, karawan był podpięty pod dwa ciemne konie, którym na czubku głowy przywiązywano piuropusz z czarnych strusich piór. Ten karawan koło mostu w Maluszynie napędzny jest już przynajmniej przez sto koni ze stajni Mercedesa. Stoi bez piuropuszy w słońcu na piaszczystym brzegu Pilicy w oczekiwaniu i nie wołając o obrok.
Karawaniarze też się zmienili. Nie noszą już surdutów i napoleońskich nakryć głowy, …tak jak to było kiedyś, po śmierci Gnojczakowej.
Karawaniarzy z Maluszyna, ubrano w jasnoniebieskie koszule z generalskimi pagonami i ciemne, jednolite spodnie zakończone lakierkami naciągniętymi na zniekształcone podagrą stopy. Rzemieślnicy cmentarnego obrządku chronią się przed palącym słońcem w cieniu jedynego drzewa na piaszczystej plaży, niedaleko mostu, nad Pilicą. Mówią do D-N-Jamy, że to fajna i nie nerwowa robota.
– Panowie, ale dlaczego nie weźmiecie swego klienta, z „karawana“, pod cień z tej spiekoty? – pyta z nieukrywaną troską w glosie D-N-Jama.
-arawan pusty – odpowiadają leniwie karawaniarze.
My czekamy na klienta. Dla naszego klienta jesteśmy cierpliwi, uprzejmi i dbamy zawsze o jego wygody.


Słońce pali. Przez komórkę osiągam Ulę. Jest dobrze mówi. Jesteśmy już po drugiej tratwie i szykuje się właśnie trzecia. Jest wspaniale, jest ciepło. Jest naprawdę dobrze,.. wyławiam z jej głosu w zachwycie. Przekazuję położenie miejsca na obozowisko, t.j. na plaży za mostem pod Maluszynem.


Od strony Maluszyna w kierunku na Włoszczową jedzie pijany rower. Przejeżdża most i skręca w lewo w stronę rzeki. Tam droga kamienista, piaszczysta i stroma. Rower zakręca koła w ósemki, staje dęba, potem podnosi zad do góry, walczy krótko o równowagę i upada, pociągając za sobą na ziemię bagaż, …człowieka.
Rower leży i człowiek leży. Obaj nie dają znaku życia.
Karawaniarze patrzą na leżących w milczeniu. Po dłuższej chwili wstają spod cienia jedynego drzewa na piaszczystej plaży, niedaleko mostu w Maluszynie, nad Pilicą i w milczeniu kierują się w stronę karawanu. W milczeniu też odpalają, kierując sto koni z lawetą wolno do leżących na drodze.
Chłopie wstawaj, bo po ciebie jadą, …krzyczy Jama w trosce o człowieka.
Człowiek podrywa się na nogi. Podnosi rower. Z rąk wypada mu niedopia butelka taniego, włoskiego „grońcoka“. Karawaniarze rezygnują i odjeżdżają. Człowiek i rower padają na ziemię ponownie. Człowiek zmęczony wydarzeniami dnia zasypia.
Po tym jak się obudzi, podfandzoli biało czerwoną flagę, zawieszoną przez Glizdę nad wodą, mającą sygnalizować zakończenie pierwszego etapu przygody, płynącym po Pilicy.


„Niech dziś Nowożeńcy już się nie krygują
Tylko pocałunkiem siebie obsypują
Niech nam żyje para, co dziś nad parami
Kurdesz, Kurdesz nad Kurdeszami“


Tak pozdrawialiśmy jeszcze przedwczoraj nowożeńców, Agnieszkę i Dawida. Po kościelnych zaślubinach witała ich w domu weselnym orkiestra Kopalni Borynia marszem górników. Marszem do życia,…melodii którą Agnieszka i Dawid zawsze bedą mieć w uszach, w sercu i w pamięci.
Powitanie chlebem i solą, a jakże by inaczej. Wódką i kieliszkami rozbitymi na szczęście Matka miała potem przemowę do Nowożeńców i do weselników. „ KAJMAN to rodzina,… jedna z trzech rodzin, … “ – mówiła Matka, …“to rodzina, która będzie dla Was matką i ojcem, …dzisiaj i jutro“ – powiedziała.
Po tym były tańce, hulanki i swawole, tort dla dwustu prawie gości. ale przyszedł też i taki moment na zadumanie.
Dawid wziął do ręki gitrę. Agnieszka stanęła za nim i Dawid zaśpiewał piosenkę starego Miecia Fogga.
Śpiewał jej własną komozycję, śpiewał jej własną interpretację. Śpiewał sercem swoim i sercem Agnieszki o ludziach im obojgu bliskim:


O Matce pieśń, to pieśń przez łzy, to pieśń bez słów
To cały świat, dziecinnych lat, wskrzeszonych znów
To Matko sny, że jesteś znów tak blisko
Jak wówczas gdy klęczałaś nad kołyską
Za serce twe i świętość warg i dobroć rąk
Jak śpiewać pieśń u twoich nóg bym cicho kląkł
I wybrałbym najświętsze z wszystkich słów i rzekłbym: Matko
I zmilkłbym znów o tobie pieśń, to pieśń bez słów

Przychodzą w życiu dni powodzi,
Gdy wszystko zdradza nas i zawodzi
Gdy pociąg szczęścia w dal odchodzi
Gdy wraca zło do wiary twierdz
Gdy grunt usuwa się jak kładka
Jest wtedy ktoś kto trwa do ostatka
Ktoś kto nie umie zdradzić Ojciec i Matka
I serce ich, najczystsze z serc

O Ojcu pieśń, to pieśń przez łzy, to pieśń bez słów
To cały świat, dziecinnych lat, wskrzeszonych znów
To Ojcze sny, że jesteś znów tak blisko
Jak wówczas gdy klęczałeś nad kołyską
Za serce Twe i świętość warg i dobroć rąk
Jak śpiewać pieśń u twoich nóg bym cicho kląkł
I wybrałbym najświętsze z wszystkich słów
i rzekłbym: Ojcze I zmilkłbym znów
o Tobie pieśń, to pieśń bez słów


W skwarze lejącego się nieba pojawia się niezwykły ruch. Ruch powietrza. Gałęzie drzew falują coraz mocniej migocząc tysiącami liści palonymi na słońcu. To uwertura do zmiany dekoracji. Ten sceniczny akt, lub filmowy klip ma być dramatem z walką w tle. Ma pokazać wojnę wypowiedzianą przez siły natury cywilizacji za brak jej respektu dla ustanowionego od dawien dawna porządku.
Od zachodu kroczą po niebie dwie dywizje piechoty ubrane w ciemny granat i w budzące grozę stroje nie od parady. Dynamika tego spektaklu jest oszałamiająca.
Pędząca forpoczta w filmowym szyku przedzielonym jasną wstęgą w ciągu
kilkunastu minut opanowuje wszystkie pozycje, zasłaniając reflektory. W szarości, rozjaśnianej na ułamki sekund licznymi eksplozjami, poruszają wiosłami Ula, Joachim, Ryba, Jula, Kaśka i Daniel, młodziutka, dziesięcioletnia Izabella i inni. Po ataku piechoty nadlatują bombowce zrzucając setki ton wody, pioruny i gradobicie. Bombowce nadlatują falami, niezmordowane. Za nimi eskadry bojowych helikopterów, nisko, tuż nad głowami, wtłaczając na dół masy powietrza wyrywające z ziemi krzaki, wiosła z ręki i siecząc salwami ze wszystkich kierunków świata. Każdy
ratuje się gdzie może. Nie wszyscy mogą. Obie Julie, Kaśka, Simona i Daniel
odmawiają na wodzie głośno „Ojcze nasz“. Ula i Joachim tracą równowagę i wpadają w topiel, tracąc Uli fotograficzne serce. Wszyscy zachowują jednak zimną krew. Na „happy and“ nie można się doczekać.
W końcu jednak nadchodzi. Rozegra się pod mostem. Pod mostem w Maluszynie. Tam schronią się zatakowani rozjuszoną naturą wszyscy aktorzy tej filmowej sceny. Tam rozdaje się bohaterom spektaklu suche ciuchy, jak popadnie. Marynarka zdjęta z grubasa po wczorajszym weselu pasuje, ze spodniami od piżamy, dzisiaj na chudą Kaśkę. Poprzebierani i napojeni dzielą się pod mostem wrażeniami z pola walki. Inscenizują radosny happening z tańcem i śpiewem „a capella“, jako dziękczynienie
za ocalenie. Wieczorem dojeżdżają do ocalonych Rima (Janusauskeite) i Krzysiu (Popławski), oboje z Wilna.


Glizda był i jest zawsze taki. Glizda był i jest facetem z patentem na
odpowiedzialność. Odpowiedzialności i dyscypliny nauczyły go prawdopodobnie jaskinie, góry i morze. Niewykluczone, że wyssał je, … wcześniej z mlekiem matki.
Nie wiem. Glizda mawia, że mężczyzna, który codziennie się nie goli, bez względu na warunki atmosferyczne i topograficzne, to nie chłop.
Glizda załatwia aktorom dzisiejszego spektaklu nocleg w domu parafialnym u księdza, … księdza, który zapali papierosa, rzuci przekleństwem na rzeczywistość, …u księdza, który być może napił by się też i wódki, gdyby mu zaproponowano, …u księdza, który powinien zostać raczej generałem, albo przynajmniej marszałkiem przez swoje przywiązanie do ojczyzny i wyszkolenie wojskowe, albo chociaż tylko
poprzez swoją wizję budowania Polski, lub przez, …przez swoją przeszłość,
z księdzem Jerzym, …Jerzym Popiełuszko, przeszłość spędzoną wspólnie w
przymusowej kompanii w latach studiow.
Taki właśnie jest Glizda. Glizda prowadzący nas świadomie, lub nieświadomie od nic nie znaczącego przypadku, do spotkania, o wartości, …wartości kamienia szlachetnego.


Z Maluszyna wyruszamy do Krzętowa. Juliana Żamoit, studentka Akademii Sztuk Pięknych w Wilnie i w Gdańsku, pozostawia naszkicowany patykiem na plaży w Maluszynie wizerunek kobiety. Wizerunek czaru i siły natury.


Pomiędzy Maluszynem a Krzętowem rzeka się wije, …ale droga prowadzi prosto przez las.
W lesie tym rosną tylko sromotniki. Ktoś wpadł na pomysł by przy drodze w lesie odwiedzanym w jesieni tylko przez naiwnych, lub grzybiarzy pragnących rozprawić się z teściową, postawić pomnik. Ktoś wpadł na pomysł, by w tym lesie oddać hołd sromotnikom, …bohaterom sromotnikom, …bohaterom zabijania się o Polskę.
Zabijano się tutaj słusznie z Niemcem, a jak już Niemca zabrakło i przyszedł Rus to zabijano się też i z Rusem, …i z Polakami.
Rus to Rus najeźdźca, ale to był Polak i to przecie Polak. Strzelali i trafiali, …w lesie, w którym rosną dzisiaj sromotniki. Podrzynali sobie gardła scyzorykiem, wieszali się nawzajem na gałęziach drzew nienawiścią, którą dzisiaj rozwiał już chyba trochę wiatr.
Na skraju drogi powadzącej przez las z Maluszyna do Krzętowa, na wysokości Woli Życińskiej i Bobrownik stoi pomnik. Człowiek ten, który o niego zabiegał zapewne już nie żyje, bo gdyby żył, to i tak by zaraz umarł patrząc dzisiaj na to co pozostało. Człowiek ten należał do bijących się tutaj o Polskę sromotników. Kilku jego towarzyszy z tamtych lat spoczywa niedaleko, na cmetntarzu pod Ciężkowiczkami; kpr. Antoni Wiechowski ps. „Strug“ lat 38, por. Józef Neuman ps. „ Konrad“ lat 32, szer. Władysław Kusa lat 18, por.Wojciech Adamski ps.“Czajka“ lat 23, kpr. Stefan Hałaszczyk ps. „Woda“, lat 40, kpt. Mieczysław Gabryś lat 50, por. Henryk Piasecki ps.“Zapora“ lat 22, por. Józef Olczyk ps. „Kula“ lat 43, p.por. Bronisław Lewoniecki ps. „Kępa“ lat 25.
Autor pomnika przeżył i musiał być człowiekiem niezwykłym.
Na pomiku zapisał on lata 1939-1945, symbol „Polski walczącej“ i nazwiska swoich dziewięciu przyjaciół z AK.
Pomnik ten jest jednak niezwykły również przez pokłon dla lat 1945 – 1956, t.j. dla ludzi, którzy w tym czasie nazywali jego autora i jego dziewięciu przyjaciół swoimi wrogami, …znaczy się dla żołnierzy tzw. Ludowego Wojska Polskiego. Nazwisk tych młodych, nieświadomych ludzi, tych z LWP, …tych którzy mogli by jeszcze dzisiaj żyć, autor pomnika nigdy nie poznał. Autor pomnika zapisał jednak trudną historię Polski na kamieniu szacunkiem dla nich, dla swoich wrogów i szacunkiem dla swoich przyjaciół.
Zapisał je literami z brązu.
Kilka lub kilkanaście lat później inny człowiek, zdeterminowany potrzebą napicia się wódki, zataczając się po drodze z Maluszyna do Krzętowa, przystanął i przywalił w tę historię odlaną krwią i metalem z brązu, młotem. Co za huj przyspawał to ciulstwo tutaj – wybełgotał, siedząc w półmroku, na mokrej ziemi, … nie mogąc odbić litery „A“ i litery „K“ oraz liter „PW“.
Z innymi poszło łatwiej.
Zebrany materiał powędrował do składnicy złomu, gdzie za metale kolorowe płacą dzisiaj całkiem dobrą sumę. Na okaleczonych kamieniach pomnika w lesie pomiędzy Maluszynem i Krzętowem ktoś jednak nadal przynosi świeże kwiaty.


Gospodarstwo Eko-Agroturystyczne w Krzętowie pasuje do obrazu nowej Polski w okresie tzw. transformacji. Malowniczo przerobiona chałupa z oborą, na hotel z restauracją, położona na zielonym wzgórzu. U stóp zarośnięty szuwarami staw pod płaczącymi wierzbami. W Hotelu-Restauracji toalety i łazienka z ciepłą wodą. W restauracji stoły i ławy drewniane. Na ścianach i pod sufitami pozostałości narzędzi codziennego użytku zmarłych dziadków i pradziadków żyjących nie z turystyki, tylko
ze swojej roli na roli. Restauracyjna sala przyciąga atmosferą sielankowości
WESELA-Wajdy z Wyspiańskiego.
Byle by nie zaglądać do kuchni.
Tam ociężałe nogi szurają jeszcze po podłodze sfilcownymi kapciami z czasów Gomóły i Giera. Barowa rozwodniona grzybowa, podana z wielkopańsą łaską na talerzu nie zachęca ani oka, ani żołądka, ani serca. Nie ma uśmiechu ani w zupie ani na twarzach tych, patrząc do góry, od tych sfilcowanych kapci. Tu transformacja nie przedarła się jeszcze poza poziom baru mlecznego na rogu ulicy Żiwkowa Wasilewskiej. Na zewnątrz jest jednak sielsko i anielsko. Czarne świnie spacerują wolno pomiędzy rozbijanymi namiotami. Glizda ochrzania mnie, że niby po co im taki luksus. O nie. Nie chodzi mu o świnie. Po co im te sracze do siedzenia, i ta ciepła woda. Po cholerę im ta grzybowa na zamowienie,… i to boisko do siatkowki. Na Agroturystyki to oni maja jeszcze czas – peroruje w imieniu tych co dzisiaj jeszcze płyną po rzece i w imieniu tych, których wczoraj o mało co nie zatopił deszcz i o mało co nie zabił wiatr i grad. Przecież dopiero co się w niedzielę u siebie w domu wykąpali – mówi. I to wstrętne
ognisko, na które drzewa samemu zbierać nie trzeba i te ławki wokół ogniska poustawiane… – marudzi Glizda, …marudzi tak cały czas, do chwili, aż go wreszcie zew grzybiarza do lasu nie wyciągnie. Marudzi tak, jak by już coś przeczuwał, …przeczuwał to, co mogło by się wydarzyć.


Krótko przed północą przyjeżdżają nareszcie Matka i Nowożeńcy, Agnieszka „Wilejka“ i Dawid „Serce“. Na dachu Forda-combi spoczywa prezent ślubny od KAJMANa, piękny, nowy kajak w kolorze wina z południowej Francji z białym dnem.
Jutro odbędą się chrzciny tej błyszczącej superjednostki wodnej. Dzisiaj przy ognisku „poprawiamy“ wesele. Nowożeńcy, jak przystało, w weselnych strojach. A jakże by inaczej. Agnieszka w sukni „spod ołtarza“ ociera się o płomyki ognia, rozdając weselną nalewkę. Dawid trzyma fason we fraku i w cylindrze. Ludzie jedzą, piją, lulki palą, przy ognisku, siedzą i gadają. Kaśka Bitowit śpiewa cudownie wiersze Marii Konopnickiej. Wygrała konkurs w Wilnie. Kaśka to Katie Melua z nad Wilii. Przed trzema dniami występowała z Danielem Vasilewskim na festiwalu Polonii w Przedbórzu. Znowu zgarnęli medale. Po Kaśce, Dawid-„Serce“ łapie za gitarę i każdego za serce. Dzisiaj to premiera. Dawid prezentuje swoją kompozycję, piosenki do słów Wacława Korabiewicza „Włóczęga“. Niezwykła jest ta kompozycja do bardzo niezwykłego I niełatwego do zaśpiewania tekstu. Niezwykła jest też interpretacja tego tekstu przez Dawida. Światowa to premiera wzruszającej poezji KILOMETRA, która po przeszło osiemdziesięciu latach doczekała się umuzykalnienia.


Tego, co by się mogło wydarzyć, nikt nie był w stanie przewidzieć. Może tylko Glizda to czuł, że to coś wisi w powietrzu. Może też dla tego był wczoraj taki nudny i marudny.
To że przeżył, graniczy z cudem. Nie, …nie Glizda, tylko jego syn Wojtek. I to w tej łazience Agroturystyki, łazience, która „nikomu i do niczego nie była potrzebna“. Lot Wojtka w kierunku ziemi był kontrolowany do czasu, kiedy na trajektorii nie pojawiła się nieplanowana przeszkoda. Metalowy kran. Złe naprowadzanie, czy błąd ludzki,…nie wiadomo. Wyjaśnieniem okoliczności zajmuje się specjalna komisja.Tym razem skończyło się na szczęście tylko na wybitym zębie, …ale ja wiem przecież jak to mogło by się zakończyć. Pamiętam jak Amur, to taka ryba z Syberii, którą w zastępstwie Karpia, bo był wtedy kryzys Karpia, mój ojciec przyniósł do domu z przydziału, kiedyś przed świętami, jeszcze za Gomółki, wyskakiwał stale z wanny na podłogę. Jak wyskoczył, to się go z powrotem do tej wanny wrzucało. Nie kąpał się wtedy nikt, ale on tego nie rozumiał. Wyskakiwał tak do czasu, aż nie przywalił cholernik łbem w wystający kran. No i zabił się biedak na śmierć,…i to dwa tygodnie przed Wigilią.


Z Krzętowa wypłynęliśmy do Przedbórza.


„A zapowiadał się taki piękny dzień. Już mieliśmy wejść na karuzelę“, jak
nazywałem wiry na Pilicy, gdy nagle zmroziło mi krew w żyłach. Rzeka przybrała już na tyle, że ledwie co mieściła się pod drewnianym mostem. Mówiłem rano, …do jasnej cholery nie przepływać, tylko przenosić. Część ludzi przecisnęła się jednak jakoś przez wąskie światło pod spodem.
„Wilejkę“ i „Serce“ i ich dopiero przed kilkoma godzinami ochrzczony i zwodowany kajak, odłowiły jednak przęsła mostu. Kajak był już pod wodą. Dawid samotnie wisiał obejmując wystającą podkładową belkę, starając się nogami wyciągnąć łódkę na powierzchnię. Agnieszka stała już u góry. Na szczęście stała już na moście. Stała bezradnie, nie mogąc Dawidowi pomóc. Dawid powoli tracił siły. Zsuwał się centymetr po centymetrze w topiel. Jeszcze chwila i zniknie – pomyślałem, …a tam przecież „karuzela“. Wodna karuzela wciągająca do samego dna. Nie mogłem nic zrobić. Walczyłem z dzielną z moją załogą, czternastoletnią Kasią, starając się przybić do brzegu, by podbiec do Dawida i by nie podzielić jego losu.
Pomoc otrzymał od komandosów z Wilna. Krzysiek i Rima, podpłynęli pierwsi z przeciwnej strony mostu, ostro walcząc z prądem. Krzysiek wskoczył na most i wyciągnął Dawida z wody w ostatniej chwili. Za nimi podpłynęli pod prąd pozostali. Dorota i Mariusz, Artur i Agata, Andrzej i Krysia. Uratowali kajak. Wspaniała solidarność. Solidarność z rozbitkami. Z rozbitkami na wodzie, ale nie tylko.
Serce, …moje własne serce łomotalo częstoskurczem nie do opanowania.
Oczyma wyobraźni widziałem ponownie karawaniarzy i sto zaprzężonych koni.


Dopływamy do Przedbórza. Co to za wspaniałe miejsce prawdziwej historii Polski.Przyjeżdżali tu na łowy królowie Kazimierz Wielki i Władysław Jagiełło. Kazimierz Wielki w 1370 roku nadał Przedbórzanom prawa miejskie. Król Jagiełło nie chciał być gorszy i właśnie tutaj, w Przedbórzu nadał w 1423 też prawa miejskie, ale komu? Mieszkańcom Łodzi. Dlaczego właśnie w Przedbórzu dla Łodzi? Tego nie wiem.
Zapytam o to kiedyś moich przyjaciół z miasta z łódką w herbie.
W każdym razie D-N-Jama opowiada, że w XVI w Przedbórzu piwo smakowało w Polsce najlepiej, czyli wybornie. Wierzę mu, znając jego umiejętność zapamiętywania szczegółów, nawet niewartych zapamiętania. W czasie powstania styczniowego skutecznie bito w Przedbórzu Moskala, a później Hubal dzielnie dobierał się do wroga.
Zbudowany w 1830 w Przedbórzu piękny ratusz, przetrwał do dzisiaj.
Wieczorem do Przedbórza dotarła do nas Pani Dr. Teresa (Kurzawa z.d. Ponejko).


„Ryba“ (Krysia Szymik) była postacią KAJMANA zawsze. Kiedy się Ryba w Kajmanie pojawiła, nikt tego nie wie, … nikt dokładnie. Kiedy zniknęła też nie da się tego ustalić, …bo Ryba była zawsze. Była jak Ci wszyscy, którzy byli, którzy odchodzą i którzy z powrotem wracają. Kto pierwszy nazwał Rybę Rybą, nie wiadomo. Dlaczego? Też sprawa jest niejasna. Wypytując na jej temat przyjaciół można usłyszeć, że Ryba uczyła się pływac pod okiem niewiele od niej starszego doktora Korabiewicza, a podczas wojny polsko bolszewickiej była sanitariuszką. Szlak bojowy od Lenino do Berlina przeszła bohatersko nie odnosząc żadnych ran, …choć bluzki na jej piersi podziurawione były jak sito, seriami erkaemow. Mimo to Ryba zachowała do dzisiaj swą piękną sylwetkę kobiety, pozujacej kiedyś do pomnika „Syrenki“ w Warszawie, a nawet do pomnika „Króla Wladysława Jagiełły“ w Krakowie. Z jej oficjalnie podawanego w internecie życiorysu wynika tylko to, że ma dwoje dzieci, jednego wnuczka, w wieku dwóch lat, i czternastu prawnuków, … i że niedawno poślubiła kolejnego męża, Andrzeja Tarszkiewicza.
Ich oficjalne uroczystosci powiązania miały miejsce 29 maja 2010 w Rudach, w Bazylice (Sanktuarium Matki Boskiej Rudzkiej-Pokornej) z udziałem dostojnej reprezentacji KAJMANA, w osobach Glizdy i Gliździny. Nieofocjalnie mówi się jednak, że do prawdziwych zaślubin i wesela doszło dopiero 18 sierpna 2010 nad brzegiem Pilicy w Przedbórzu. Komu tu wierzyć, nie wiadomo.
Naoczni świadkowie tych wydarzeń twierdzą, że widzieli, jak Ryba wychodząc z wody odziana była w białą suknię ślubną. U jej boku widziano też mężczyznę, poruszającego się nadzwyczaj dostojnie we fraku i w cylindrze. W świetle ogniska jaskrawie odcinały się bielą, jego wypielęgnowane, ostre jak nóż do ściągania rybich łusek, błyszczące zęby i koszula z markowymi mankietami. Prawdziwy galant, zauważono. Nic, tylko musi Rybołów, szeptano po bokach z podziwem. Pospólstwu temu, które grzało się właśnie przy ognisku i niezwykłe było ogladać takiej swietnosci sfery, Ryba i Rybołów zaproponowali weselną wódkę. Na tę że propozycję, ta pospolita gawiedź przystała jednak dopiero po długiej przemowie i żarliwej namowie Nowożeńców. I tak to w Przedbórzu weselono się ponownie, po raz drugi już nad brzegiem Pilicy. Rzekę Pilicę uznano za dajacą wyjątkowe szczęście każdej młodej parze, pod warunkem, że wypełni ona w niej święty obrządek kąpieli, bez względu na pogodę, oraz porę dnia i roku. Podochoceni plebejusze postanowili tego wieczora utworzyć nawet nową partię polityczną o nazwie „Pilica Partia Rozumu“, w skrocie PPR, albo „Kochające Pilicę Zrzeszenie Rybołowów“, w skrocie KPZR, operujące takimi hasłami wyborczymi jak, „rzeka jest mądra, rzeka cię sama do celu zaniesie“, hasła zapożyczonego od słynnego greckiego filozofa Poliponerosa, przybywającego tymczasowo na wygnaniu w Kanadzie, oraz hasła „nie można, ale trzeba“, zapożyczonego od brata filozofa Poliponerosa, dzielnego Wojaka Szwejka. Wesele Ryby i Rybołowa zakończono zgodnie przed świtem. Rybę i Rybołowa widziano podobno jeszcze później, jak zmierzali rankem, czule się obejmując, w kierunku wody.


Z Przedbórza KAJMAN popłynął do Placowki, a z tamtąd dalej do Sulejowa. Tam na zakończenie pojawili się Tomek (Iwasiuk) z małżonką i „KosaNostra“ (Andrzej Tomczak) z motocyklem Jamaha. No ale jak tu nie pojawić się w Sulejowie, skoro Opactwo tu mają od Kazia Sprawiedliwego, a prawa miejskie od samego Władzia Łokietka. To właśnie w tym miejscu Władziu, wraz z innymi, równymi sobie kolesiami, w 1308, postanowił, że zrujnowana podziałami Polska będzie na nowo do życia powołana, a on Władziu jej królem zostanie.


Tu w Sulejowie Piliczanie zakończyli też swoje spotkanie. Jedni pojechali w Polskę do domow, do czystych łazienek, do wygodnych łóżek i do szpitali. Inni z kolei wrócili szczęśliwie na Litwę.
Obiecali sobie spotkać się znowu, przy następnej okazji.


Kiedy otworzyłem oczy ujrzałem błękit nieba. W pryzmacie kalejdoskopu obracanego dowolnie ręką w ostrym świetle, na prawo lub na lewo, pojawiały się twarze aniołów zlatujących się do mnie tak, jak do centrum jakiegoś universum. Przyznam, że byłem tym trochę zażenowany.
Słowa Uli „nie czuję tętna“ i słowa D-N-Jamy „wszystko będzie dobrze,
zobaczysz,…mam przecież znajomych karawaniarzy“,… uświadomiły mi, że jestem już w niebycie. Obecność aniołów przekonała mnie jednak do innej hipotezy.
Zrozumiałem nagle, że znalazłem się w niebie.
Anioły przeniosły mnie z namiotu nad Pilicą do białej pościeli. Anioły karmiły mnie stale swoim sercem.
Cudowne anioły w niebie nad Polską, anioły z Polski i cudowne anioły nadlatujące z nieba nad Litwą.
Nie wiem czy można,…nie wiem czy dziękuje się aniołom za ich anielską robotę.
Na wszelki wypadek pozostawiłem dla nich w moim sercu przestrzeń w której zawsze je nakarmię, ogrzeję i gdzie zawsze będą mogły czuć się bezpiecznie.


post scriptum
zamiast
posthum


Leżąc nieruchomo w białej pościeli wsłuchiwałem się w odgłosy oddychających aparatów, aparatów rejestrujących rytmy i w rozmowy moich siąsiadów.
Rozmowa ich przedzielona była parawanami z czystego jasnego materiału
i moją pościelą. Wolno, bardzo powoli przelatywały nad moją głową słowa. Z prawa na lewo. Rzadziej odwrotnie.
Spotkali my się na ogródku – szeptał z trudem.
I tak jak to w sobota, otworzyli my halba. Unego pies nie pioł ino latoł tam i nazod, jakby boł trocha wkurwiony na nos, że my tak se siedzimy. Ani rozki na nos nie spojrzoł. A to boła tako du…uuupno bestia. Tako dupno jak taki lyw, ino bardziej włochaty.
Jak lyw – pedosz?
No, godom ci taki jak ten lyw, ino trocha bardziej włochaty – odpowiadał ,… wolno i
z trudem.
No i co?
No tyn lyw, znaczy sie ta bestio, lotała tak i lotała, …tak bez rozumu …i jak my sie już za ta druga halba chycili, un nagle myk i nima,…furgnoł bez płot do somsiodki.
Do somsiodki – godosz?
Godom ci do somsiodki – żachnął się zdenerwowany.
A ona tako fajno kobita – westchnął, …godom ci, taaako fajno kobita, …ino że w tym ogródku od niej to latoł taki bioły haz. Somsiodka nom godoła, że to angor i że un mo geburtskunde,…i mo matka i łoćca zapisane na papiórach.
Matka i łoćca ma haz na papiórach?
Aaa jooo, … aaa jooo.
No i co z tym haz?
Ano. Z tym haz… – nabierał wolno powietrze.
My byli jeszcze przy drugiej halbie jak przylatuje ta bestio, ten lyw, …merdo szwancym
… i co un mo w pysku?
No co?
No co. No co. Tygo Haza!! Biołego haza mojej somsiodki – dyszał zdenerwowany.
A umaraszony był un taki,… i łopklazdrany był tyn haz tom ziymiom, tym pioskiem i tom glinom.
Haz boł ale tot. Haz boł tot, jak tyn un, łod onej, tyn co go bana ucapiła. … Blank kaput.
Tot?
A jo. Godom ci blank tot.
To jo żech ta halba co u nos stała,… to jo żech jom zarozki zapomnioł. Złapoł żech zaroz tego haza, wyrwoł go z pyska tego lywa i pognoł do łaziynki. Wypucowoł żech go, namydlił, szamponem na łupież namaścił, wypłukoł, wyfynowoł, wyfryzowoł, a że ciemno już boło, to żech go zaro wciepnoł nazod do tego kefiga od somsiodki, co by myślała, że to un u niej zdych.
Neee…. , i co dali?
No nic.
Jak my juz ta trzecia halba obalili, to un i tyn lyw poszli do dom, a jo do wyra, …ale w tyn nastympny dzień, morgen…
Co morgen?
..morgen w wyrku to jo żech mioł gowa jak ta birna, …blank ganc fol. Ale ktoś klupoł już do mie. Wienc żech wstoł i zlozł żech na doł. Otwierom dźwi i kogo widza. Moja somsiodka.
Jerunie – myśla. Zarozki bydzie haja o tyn haz. I una godo i godo, a jo niewiela z tego rozumia bo mom birna jak ta banio. Jo nic nie godom, a una pokazuje rencami na onej ogródek i pedo, że onej haz zdych. To jo jej godom, że jo jom bedałeruja, że mi onej żol, a ona pedo, że przedwczoraj zagrabała una tego haza, tam pod drzywem, a un dzisio znowu wloz w onej kefig,… i wyglondo jak blank noj.
To jo kręca gowom i pokazuja, że jo nic nie rozumia,… i żech już więcyj nic do onej nie pedzioł, bo żech mioł ta birna od zarozki nie jak jedno, ino jak ty dwie banie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *